1996 rok. Przypadkiem przypomniało jej się w 2019 roku. Takie to było traumatyczne przeżycie. Z pewnością tego nie zmyśliła. Naprawdę nietrudno znaleźć kandydatów na ławników, którzy uznają Trumpa winnym wszystkiego co się mu zarzuca. Przypominam, że premier naszego kraju jeździł w kampanii wyborczej i powtarzał brednie o tym jakoby to Rosjanie uczynili Trumpa prezydentem w pierwszej kadencji. Śledztwo w tej sprawie zostało zamknięte, przesłuchano setki świadków, ciągnęło się to długo, kosztowało dziesiątki milionów dolarów, ale ostatecznie okazało się, że to brednie bez żadnych podstaw dowodowych.
Bycie burmistrzem to nie jest zwyczajna praca. Nieważne w jakim trybie ktoś burmistrzem zostaje, czy zostaje mianowany przez władcę, czy przegłosowany przez miejskich radnych, czy wybrany w wyborach powszechnych. Swe funkcje musi pełnić, a jeśli nie jest w stanie to powinien się podać do dymisji. Nie może być tak, że trzeba podjąć jakieś działania/decyzje, a nie można bo nie ma decydenta. Nie jest przecież tak, że ktoś kandydujący/przyjmujący takie stanowisko nie wiedział z czym się to wiąże, a jeśli wiedział i rejteruje to tym gorzej dla tej osobopostaci. Króle/cesarze (nieelekcyjni) potrafią zrezygnować z pełnienia funkcji ze względu na stan zdrowia, bo tego wymaga powaga państwa. Lokalnie już powagi nie trzeba? To nie zastępcę wybrano na burmistrza, gdyby chciano jego to on by pełnił funkcję, a ona by była wice.
Czy istniało zagrożenie bezpieczeństwa pasażerów? Nie. Czy mógł się od tego zepsuć tramwaj? Nie.
Czy koty są gatunkiem chronionym? Nie.
Efektem ubocznym produkcji prądu, na który jeżdżą tramwaje jest przede wszystkim dwutlenek węgla. Klekoty w autobusach zastępczych zasmrodziły okolicę całą masą niepotrzebnie emitowanych różnych innych substancji szkodząc nie tylko ludziom, ale i całej przyrodzie.
Tak to już jest z kobietami, zamiast kierować się rozumem/rozsądkiem, górę u nich biorą uczucia/emocje.
Ukraińcy byli i są jedynymi władnymi by odebrać możliwość używania karty Wołynia. Żadnej gry by nie było gdyby na początku zaognienia konfliktu (wcześniej się nie kwapili) najzwyczajniej wydali zgody na poszukiwania i ekshumacje. Rosjanom było na rękę, że tego nie robili. Ci co wyzywali racjonalnych ludzi od agentów, nadal twierdzą, że to nie czas, nie dostrzegając, że ich narracja zestarzała się jak mleko.
Paradoksalnie ma rację. Sama liczba lekarzy niczego nie zmieni. Nie ma żadnego zobowiązania, możesz sobie zrobić studia medyczne na koszt robotników zmianowych, szwaczek, kasjerek, magazynierów, emerytów/rencistów...a potem wyjechać do pracy za granicę. Nie dajmy sobie jendak wciskać kitu, że zmiana limitów kształcenia nie jest potrzebna. Kształcenie lekarza to 6 samych studiów, a potem obowiązkowy staż, co daje 7 lat. Zdejmując/modyfikując limity dzisiaj, więcej wykształconych z prawem do wykonywania zawodu będziemy mieli w roku 2033. Do tego czasu będziemy sobie musieli poradzić z grupą trzymającą specjalizacje. Z pewnością są lekarze, którym całkowicie wystarcza medycyna ogólna, chcą być na "pierwszej linii frontu", jednak większość na medycynę idzie z myślą o konkretnej specjalizacji i dopiero jak się zderzają ze ścianą to nie widząc innego sposobu na rozwój, wyjeżdżają na zachód. Reasumując - limity studentów załatwmy już dziś, uwolnieniem specjalizacji można się zająć w drugiej kolejności.
Jak uciekasz przed poborem satrapów z Afryki/Bliskiego Wschodu czy innych krajów Trzeciego Świata to masz wikt i opierunek. Jak uciekasz przed poborem satrapy ze wschodu to na pomoc nie masz co liczyć. Jak jesteś przymusowo wcielonym z Rosji to cię wcale nie wpuszczą (niedawno to zadekretowali), jak jesteś z Wukrainy to cię wytropią i wydadzą na rzeź. Takie to unioeuropejskie elity.