Scott Galloway dużo mówi o społecznej roli alkoholi i tym, że w młodości większym zagrożeniem jest izolacja społeczna. Nie wiem czy się z nim zgadzam, ale o coś mu chodzi. Osobiście traktuję alkohol jako szkodliwą dla mnie używkę, po którą sięgam coraz rzadziej i tylko w sytuacjach społecznych... ale jak przypomnę sobie jak stosowałem go X lat temu, to trochę jak Scott mówi. Z tym, że mam (właściwie miałem) znajomych, o których wiem, że chleją dalej, a założenie rodziny im nie przeszkadza.
Tylko jak zrobi ten mityczny zysk przy zakupach? Może rok później? Przecież od kiedy kupiliśmy czołgi na kredyt w Korei nie ma się po co spieszyć, prawda? ;)
Swój chłop, taki nieszczery typ, którego wolałeś nie znać na osiedlu. (wystarczy wysłuchać całego wywiadu, żeby zauważyć jak kłamie o wprowadzaniu systemu prezydenckiego - najpierw jedno, za godzinę co innego mówi)
Szanujący się facet nie poda ręki alimenciarzowi. Dlaczego inaczej mamy traktować milionerów, którzy unikają płacenia na szpitale, drogi i edukację (ze wszystkiego korzystają!), a wolą kupić sobie kolejne luksusowe auto?