Nie milkną komentarze dotyczące kontrowersji związanych z tzw.
aborcją selektywną
polegającą na usunięciu jednego płodu ciąży bliźniaczej. Temat stał się głośny po tym, jak aktywistka
Aborcyjnego Dream Teamu
zrelacjonowała rozmowę z kobietą w ciąży bliźniaczej i przyznała, że poinformowała ją o możliwości przeprowadzenia takiego zabiegu za granicą. Choć finalnie nie wiadomo, czy kobieta zdecydowała się na aborcję selektywną, sprawa wywołała powszechne oburzenie.
Pisaliśmy o tym tutaj:
Temat aborcji selektywnej był poruszany wczoraj w wielu programach publicystycznych, w tym w Kanale Zero, którego gościnią była inna aktywistka Aborcyjnego Dream Teamu,
Natalia Broniarczyk.
Działaczka potwierdziła m.in., że to właśnie na infolinii Aborcji Bez Granic kobieta w ciąży bliźniaczej dowiedziała się o możliwości przeprowadzenia aborcji selektywnej.
- Powiedziała, że bardzo chciała być mamą i bardzo cieszy się, że jest w ciąży, ale informacja o tym, że to jest ciąża bliźniacza, ją i jej męża całkowicie zaskoczyła. Była tym po prostu załamana. Od razu może powiem, że
nie wiedziała o takiej opcji,
jak aborcja selektywna. Powiedzieliśmy, że jest taka opcja, dlatego że my udzielamy na telefonie zaufania informacji
zgodnych z najnowszą wiedzą medyczną
- stwierdziła Broniarczyk. - Wbrew temu co prawicowe media od paru dni mówią i piszą, to nie jest tak, że jest to procedura nielegalna - dodała.
Aktywistka wyjaśniła jednak, że trudno mówić o legalności takiego zabiegu w naszym kraju, ponieważ panuje
za duży chaos prawny.
Stwierdziła też, że w Polsce taka aborcja zapewne nie mogłaby zostać wykonana, bo jest mało lekarzy, którzy by się takiego zabiegu podjęli, nie tylko ze względu na przekonania, ale i na umiejętności.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Broniarczyk podkreślała też, że takie aborcje
zdarzają się bardzo rzadko, a najczęściej z powodów ekonomicznych.
- To nie jest coś, co się dzieje raz w tygodniu, raz w miesiącu. (…)
Większość kobiet, które podejmuje taką decyzję, podejmuje ją ze względów ekonomicznych
. Nie stać ich na drugie dziecko, na dwójkę, trójkę dzieci, a często już mają dzieci i są absolutnie załamane tym, że ta rodzina powiększy się do takiego stopnia, że nie będzie ich stać na leczenie, edukację, na plan B na czarną godzinę - mówiła.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Aktywistka podkreślała też, że takie aborcje są
bardzo trudne do załatwienia:
po pierwsze z uwagi na umiejętności lekarzy, a po drugie z uwagi na ryzyko zabiegu. Jak powiedziała, pacjentka zawsze uprzedzana jest, że w konsekwencji może dojść do przerwania całej ciąży. Tłumaczyła też, że decyzja dotycząca tego, który płód jest usuwany, jest podejmowana po szeregu badań i to lekarz szacuje, który ma większe możliwości przeżycia. Opowiadała też, że przed zabiegiem kobieta konsultuje się m.in. z odpowiednikiem opieki społecznej i lekarzami.
Broniarczyk próbowała odpowiadać też na komentarze dotyczące tego, że lepiej urodzić dziecko i np. oddać je do adopcji.
- Ja będąc w ciąży, mogę zrobić z tą ciążą to, co zdecyduję, bo ja nie jestem winna nikomu dziecka.
Nie jestem winna dziecka parze, która nie może mieć dzieci
, świat nie funkcjonuje w ten sposób, że osoba, która może być w ciąży, powinna urodzić, bo inna osoba nie może - tłumaczyła.
Broniarczyk oburzyła się też na sugestie wskazujące, że decyzja o aborcji selektywnej byłaby
bardziej zrozumiała, gdyby dotyczyła płodu z jakimiś wadami.
Podkreślała również, że jest "zażenowana" poziomem debaty o aborcji w 2026 roku.
Wypowiedzi aktywistki, szczególnie ta dotycząca względów ekonomicznych, są
szeroko komentowane
w mediach społecznościowych.
"Jeśli ktoś twierdzi, że go nie stać na dziecko to
dał się strasznie zmanipulować lub nie mówi prawdy.
Normalne zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy. W ostateczności można je oddać pod opiekę innym i jest to zawsze lepsza opcja niż je zabić. Prawda może być taka, że stać go na dziecko, ale określa inne finansowe priorytety, albo że stać go na dziecko, ale nie na zapewnienie mu i sobie poziomu konsumpcji właściwego dla klasy społecznej do której aspiruje. W obu wypadkach jest to iluzja lub wybór, a nie życiowa konieczność" - napisał
Krzysztof Bosak.
"Oczywiście ten wybór może być przeżywany subiektywnie jako "jedyny możliwy" - tak działają mechanizmy naśladownictwa i stadnych zachowań społecznych. Dlatego warto wychodzić poza swoją bańkę społeczną i czasową.
Nigdy w historii nie żyliśmy w lepszych warunkach i teraz nagle nas nie stać? Litości…
" - dodał.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Google, aby odtworzyć wideo z YouTube.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.