
Fot. Facebook: Urząd Dzielnicy Targówek
W
Parku Bródniowskim
na warszawskim
Targówku
powstał nowy
plac zabaw
zrealizowany z funduszy budżetu obywatelskiego.
Składa się on jedynie z pieńków, kłód, drewnianych kładek i głazów.
Pod postem Urzędu Dzielnicy Targówek pojawiło się jednak wiele nieprzychylnych komentarzy,
porównujących plac zabaw z "wybiegiem dla psów"
.
"Naturalny plac zabaw" powstał w ramach projektu "Nowe nasadzenia w Parku Wiecha oraz w Parku Bródnowskim wraz z nowym placem zabaw"
realizowanego w ramach budżetu obywatelskiego
na rok 2025 i poparło go 1356 mieszkańców Targówka.
Jak tłumaczy Paulina Borzecka, rzeczniczka prasowa urzędu dzielnicy Targówek w rozmowie z TVN 24, łączny
koszt projektu to 500 tys. zł
, jednak stworzenie samego placu zabaw kosztowało 340 tys. zł, a pozostała część budżetu zostanie przeznaczona na nasadzenie zieleni i utworzenie ścieżki prowadzącej do obiektu.
Urząd Dzielnicy Targówek poinformował w swoim poście także o żywopłocie, który otacza plac zabaw i "idealnie dopełnia
leśny klimat tego miejsca
". Jak argumentują, plac zabaw "tworzony jest z myślą o dzieciach, które uwielbiają przygodę, naturę i kreatywną zabawę".
Nowy obiekt w Parku Bródniowskim spotkał się jednak również z wieloma słowami krytyki. Komentujący porównują go do "wybiegu dla psów" i uważają projekt za
stratę pieniędzy
. Plac zabaw odwiedził także Krzysztof Stanowski:
Innego zdania jest Robert Buciak, aktywista miejski ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze, którego projekty do budżetu obywatelskiego przyczyniły się do powstania 10 placów zabaw. Podkreśla, że
dzieci mają odmienny sposób widzenia świata niż dorośli
, a to właśnie najmłodsi będą korzystali z tego miejsca.
- Moim zdaniem krytyka placu zabaw w Parku Bródnowskim jest przesadzona, bo jest formułowana przez osoby, które nie będą z niego korzystać - przekonuje Buciak. -
Dzieci będą zadowolone.
Z ich perspektywy to miejsce jest dużo bardziej atrakcyjne. Są tam
pnie, na które mogą wejść i z nich zeskakiwać, są tunele, przez które mogą się czołgać
, są tam tory z pieńków, po których można skakać.
- Ostatnio byłem w Pruszkowie z moim półtorarocznym synem, poszliśmy na wielki plac zabaw w parku w centrum miasta - dodaje. - Mogłaby bawić się tam setka dzieci. Co robił mój syn? Najdłużej grzebał patykiem w kałuży, bo to było dla niego najbardziej atrakcyjne. Perspektywa dzieci jest zupełnie inna.