Logo
  • DONALD
  • WP: PRACOWNICY NEWSWEEKA ZARZUCAJĄ LISOWI PONIŻANIE, WULGARNY SEKSIZM I DOPROWADZANIE DO ATAKÓW PANIKI

WP: pracownicy Newsweeka zarzucają Lisowi poniżanie, wulgarny seksizm i doprowadzanie do ataków paniki

24.06.2022, 07:00
Pod koniec maja
Tomasz Lis
niespodziewanie na Twitterze, że
odchodzi z
Newsweeka.
Dziennikarz był redaktorem naczelnym pisma od 10 lat. Do sprawy odniósł się także Zarząd Ringier Axel Springer Polska, który przekazał, że spółka wraz z Tomaszem Lisem podjęła decyzję o
natychmiastowym zakończeniu współpracy.
"Z dniem 24 maja 2022 r. Tomasz Lis przestaje pełnić funkcję redaktora naczelnego oraz prowadzącego podcast
Świat_PL
i odchodzi z firmy" - poinformował RASP w komunikacie prasowym.
Niedługo później okazało się, że nowym redaktorem naczelnym czasopisma od 1 lipca zostanie
Tomasz Sekielski.
W kuluarach mówiło się, że za odejściem Lisa z
Newsweeka
stoją
oskarżenia o mobbing.
Serwis press.pl informował o postępowaniu dotyczącym mobbingu lub innych negatywnych zachowań wobec pracowników. Teraz do podobnych informacji dotarła
Wirtualna Polska
. Dziennikarz serwisu Szymon Jadczak w ciągu ostatnich kilku tygodni przeprowadził rozmowy z
kilkudziesięcioma osobami
, które pracują, pracowały lub miały kontakt z Tomaszem Lisem w 
Newsweeku
. Okazuje się, że wszystkie
potwierdzały
różnego rodzaju zachowania dziennikarza mogące mieć cechy mobbingu.
Wirtualna Polska ustaliła także, że współpracownicy Lisa zgłaszali negatywne zachowania szefa, a informacje o tym docierały do właściwych komórek RASP. Współpracownicy Lisa nie chcieli wypowiadać się pod nazwiskiem, ponieważ obawiają się, że ten będzie się na nich mścił.
Według ustaleń serwisu
pierwsze zgłoszenia o mobbingowaniu
przez
Lisa dotarły do RASP
już w 2018 roku
. Wówczas dwóch pracowników
Newsweeka
zgłosiło się do odpowiedniej komórki RASP i poinformowało o zachowaniu przełożonego. Pierwsza osoba zgłaszała poniżanie przez Lisa, który miał wyśmiewać ubiór i wygląd pracownika. Z kolei druga osoba - kobieta zgłosiła się do działu HR z prośbą o znalezienie innego miejsca w firmie ze względu na negatywne zachowania przełożonego.
W obu przypadkach zgłoszenie sprawy
nie przyniosło żadnych rezultatów.
Kobieta sytuację zgłosiła po raz drugi w 2020 roku, tym razem jednak do nowego związku zawodowego w RASP. Ten przekazał sprawę dalej do Jakuba Kudle szefa działu prawnego RASP oraz szefa komisji antymobbingowej w wydawnictwie. Miało dojść do spotkania pomiędzy nimi, ostatecznie jednak sprawa się rozmyła.
W 2021 roku pracownica zgłosiła sprawę do kolejnego, nowego związku zawodowego w RASP - Inicjatywy Pracowniczej. Nie chciała jednak zgłaszać sprawy oficjalnie, ponieważ bała się
"zemsty szefa"
:
"Po pierwsze panicznie boję się konfrontacji, a po drugie jeszcze bardziej boję się zemsty szefa. Pamiętam, jak Ryszard Holzer powiedział kiedyś w gronie redaktorów, że czuje się mobbingowany. Szef wyszedł, trzaskając drzwiami, przez trzy dni się do nikogo nie odzywał, a potem w rozmowach z nami nie ukrywał, że się na Rysiu zemści. Poczekał kilka lat i rzeczywiście pozbył się go: wprawdzie nie mógł go wyrzucić, bo Rysiek był w wieku przedemerytalnym, ale przeniósł go do Forbesa. I był z tego bardzo dumny. Powtarzał, że jest mściwy i ma długie ręce" - cytuje zgłoszenie kobiety WP.
Sytuację potwierdził serwisowi sam Ryszard Holzer:
- Złośliwości wobec mnie z czasem się nasilały, gdy zacząłem jasno dawać do zrozumienia, że nie podoba mi się sposób zarządzania gazetą oraz traktowania ludzi. To było mnóstwo drobnych rzeczy, które składały się w całość, nieprzyjemną atmosferę przesiąkniętą chamstwem. Parę razy zwracałem uwagę Tomaszowi Lisowi, że są to zachowania na pograniczu mobbingu. Nie reagował. Ostatecznie musiałem odejść do innej redakcji w ramach tego samego koncernu - mówił  Holzer.
W innych zgłoszeniach, do których dotarła Wirtulana Polska można przeczytać o zachowaniach byłego już naczelnego
Newsweeka.
Pracownicy mieli się go bać. Oprócz tego wszystko miało zależeć od jego nastroju. Na kolegiach
opowiadał "świńskie, pełne seksualnych odniesień kawały":
"Mam poczucie beznadziejności całej sytuacji. Wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego i nic nie przyniosło poprawy. Wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Szef chętnie i często mówi, że
jak się komuś nie podoba, to może wypierd*lać
" - cytuje WP.
"Te poniedziałkowe kolegia są w naszej pracy najgorsze. Wszystko zależy od tego, w jakim nastroju będzie szef. Jeśli w dobrym, to zacznie opowiadać świńskie, pełne seksualnych odniesień kawały i wszyscy odetchną z ulgą" - opisuje jedna z pracownic.
Te informacje miały potwierdzić także inne osoby:
- Sytuacja z newsroomu. Naczelny zagląda w dekolt jednej z redaktorek i komentuje kolor jest stanika. Były też
okropne kawały o gejach, koledzy geje z redakcji fatalnie to znosili
- opowiada inny redaktor.
Jeśli szef był w
złym nastroju
, miało być jeszcze gorzej:
- Po kolei
wyśmiewał każdy zgłaszany temat
. (...) Będzie złośliwy i bezlitosny, a wszyscy spuszczą głowy i będą udawali, że nie słyszą i nie widzą, jak ich kolega jest upokarzany. Z obawy, że zostaną następną ofiarą. To straszny widok: kilkanaście dorosłych osób siedzi ze spuszczonymi głowami, czekając w napięciu, co się jeszcze wydarzy. Czy szef będzie krzyczał, bo ktoś nieopatrznie zgłosi temat, który go wkurzy? Na przykład wywiad z jakimś lewicowym socjologiem, co zostanie skwitowane zdaniem: "Niech, kur...a, spierdala komuch, w mojej gazecie dla takich debili miejsca nie ma". Każda propozycja artykułu, który w jakiś sposób dotyczy praw kobiet, jest wyszydzana i odrzucana z komentarzem w rodzaju: "w dupie wam się przewraca" - opisuje WP zgłaszająca. 
Autorka zgłoszenia nie ukrywała, że
wielokrotnie płakała
przez szefa:
"W końcu właściwie przestałam zabierać głos, oszczędzałam siły, zwłaszcza że i tak często po rozmowie z szefem z trudem powstrzymywałam łzy. Albo
płakałam. Raz na szczególnie okropnym kolegium miałam
atak paniki,
ale bałam się prosić o pomoc, więc wyszłam z sali. Zajęła się mną koleżanka z sekretariatu" - opisuje zgłaszająca osoba. 
Wirtualna Polska postanowiła poprosić Lisa o komentarz. Ten odpowiedział za pośrednictwem mecenas Beaty Czechowicz. Kategorycznie zaprzeczył jakoby mobbingował swoich pracowników:
"
Kategorycznie zaprzeczam
. Żadne wyszydzanie wyglądu czy ubioru nie miało miejsca, bo - poza wszystkim - są to kwestie, które zupełnie mnie nie interesują. Równie kategorycznie zaprzeczam, by dochodziło do gnębienia, prześladowania czy zastraszania kogokolwiek. Nie jest prawdą, że "część pracowników informowała mnie, że była mobbingowana". W październiku 2018 roku po serii maili z TVP Info do pracowników naszej firmy z pytaniem o moje ewentualne zachowania mobbingowe, sam zwróciłem się do firmy o wszczęcie w tej sprawie postępowania wyjaśniającego. Po czterech miesiącach poinformowano mnie, że komisja nie stwierdziła żadnych moich zachowań mobbingowych" - przekazał Lis za pośrednictwem prawniczki.
Dziennikarz poinformował także, że opisywane sytuacje związane z poniżaniem pracowników nie miały miejsca:
"Kategorycznie zaprzeczam.
Nikogo nie poniżałem, do nikogo nie odnosiłem się pogardliwie
. Jednym z elementów pracy naczelnego jest konstruktywna krytyka, a moje uwagi były podyktowane wyłącznie dobrem pisma i interesem czytelników. Krytyka nie była w żaden sposób związana z tym, czego dotyczył temat, a wynikała jedynie z jakości propozycji. PS. Z nikim nigdy nie rozmawiam, trzymając nogi na stole. Przez ostatnie dwa i pół roku kolegia prowadziłem, będąc w szpitalu albo w domu, więc leżałem na szpitalnym łóżku lub siedziałem na domowej kanapie" - przekazał Lis.
"Uważam, że nigdy nie naruszałem niczyich psychicznych i fizycznych granic oraz niczyjej strefy komfortu. Nie komentowałem wyglądu lub ubioru. Te kwestie są dla mnie nieistotne. Jeśli chodzi o osoby nieheteronormatywne, to funkcjonowały u nas w środowisku absolutnie przyjaznym. Z pełną swobodą mówiły o swych preferencjach i problemach. Mogły liczyć na wsparcie i pomoc. Odnosiłem się do nich z szacunkiem i sympatią. Do dziś mam z nimi relacje serdeczne lub przyjacielskie" - dodaje.
Dziś rano Tomasz Lis był gościem TOK FM, nie chciał szerzej komentować tekstu Jadczaka, tłumacząc, że "nie zdążył się z nim zapoznać". Stwierdził, że jest to "
zestaw półprawd, ćwierćprawd,
poprzekręcanych, opartych na zeznaniach osób, które słusznie usunął z redakcji".
RASP z kolei nie odpowiedział na pytania zadane przez Wirtualną Polskę.
fot. East News

Dokarm kaczkę przez internet

Dzięki, że jesteś na Donald.pl. Zobacz nasz manifest na Patronite, dowiedz się co próbujemy zrobić i czy chcesz być tego częścią:

https://patronite.pl/donaldpl

* Sprawdź nasz kanał na Telegramie - codziennie wysyłamy tu najważniejsze wiadomości: https://t.me/donaldplnews

STRONA GŁÓWNA »
NAJLEPSZE KOMENTARZE TYGODNIA