Logo
  • DONALD
  • KOLEJNI DZIENNIKARZE PRZYZNAJĄ, ŻE PRACA POD LISEM TO UDRĘKA, A RENATA KIM NIESPECJALNIE POMOGŁA

Kolejni dziennikarze przyznają, że praca pod Lisem to udręka, a Renata Kim niespecjalnie pomogła

07.07.2022, 12:11
Były dziennikarz
Newsweeka
Wojciech Staszewski
opublikował w sieci wpis oskarżający
Renatę Kim
, jego ówczesną przełożoną, o mobbing. To ciąg dalszy sprawy dotyczącej
Tomasza Lisa
i tego, co działo się w redakcji
Newsweeka
, gdy to właśnie on był naczelnym.
Przypomnijmy, że Tomasz Lis pożegnał się z
Newseekiem
po skargach pracowników. Niedługo później Wirtualna Polska opublikowała artykuł oparty na wypowiedziach podwładnych Lisa, którzy mówili o jego zachowaniach mających charakter
mobbingu
. W niedzielę w swoim pierwszym wstępniaku nowy naczelny tygodnika
Tomasz Sekielski
pisał o toksycznej atmosferze w
Newsweeku
. Renata Kim zdradziła wówczas, że to ona była osobą, która poinformował dział HR o sytuacji w redakcji. 
Wczoraj Wojciech Staszewski, który pracował w
Newsweeku
w latach 2013-2016 bezpośrednio pod Renatą Kim, opublikował na Facebooku wpis oskarżający ją o mobbing i hipokryzję.
Na początku pisze też o
pracy z Tomaszem Lisem
"Jego styl zarządzania sytuuje się gdzieś między chamstwem a charyzmą. Podziwiałem jego wiedzę, zdolności analityczne. A z drugiej strony na cotygodniowych kolegiach siedziałem jak na rozżarzonym stresie, bo nigdy nie było wiadomo, w jakim humorze będzie Tomek, czy mu się spodobają propozycje tematów, jak i komu dopiecze" - czytamy.
Dalsza część postu dotyczy już Renaty Kim.
"W ostatnim roku mojej pracy
stresowała mnie z pewnością bardziej niż Tomek
. To od niej doświadczałem przez wiele, wiele miesięcy ignorowania, odzywania się tylko zdawkowo, traktowania przez wiele godzin "jak powietrze", bezpodstawnego i nieustającego krytykowania wszystkich tekstów, poprawiania ich do późnego wieczora w piątek, odrzucania i krytykowania wszystkich tematów przesłanych w niedzielę wieczorem, przymuszania do wymyślania kolejnych o 22, 23 wieczorem" - pisze Staszewski. 
"Dopiero potem, po latach układasz sobie te wszystkie koraliki na nitce. I zdajesz sobie sprawę, że to wszystko razem nazywa się
mobbing
. To Renata mnie zastraszała: Lis chce cię zwolnić, ale ja cię bronię, a ja czułem, że to ona chce się mnie pozbyć. Ubrałem się wtedy w białą koszulę, poszedłem do Lisa pogadać wprost. Do tego mobbera? A w kolejnym tygodniu pisałem okładkowy temat. To z  powodu Renaty poszedłem wtedy do mojej pani psychoterapeutki, cudownie mądrej pani Agnieszki, żeby nauczyć się, jak sobie z tym radzić. Powiedziałem potem Renacie, że przenoszę swój komputer do pokoju obok, bo tu się źle czuję. Koniec, kropka" - czytamy. 
Dalej Staszewski tłumaczy, że "mobbing ma wiele twarzy" i
"nie trzeba być agresorem walącym pięścią w stół, aby być mobberem"
.
"Stosowanie nieuzasadnionej krytyki, przymuszanie do ciągłych poprawek po godzinach pracy, oddziaływania utrudniające możliwość komunikowania się zaburzające stosunki społeczne, straszenie zwolnieniem z pracy, wykluczenie działania izolowanie lub wyeliminowanie z zespołu pracownika. Tak opisuje się mobbing. Manipulacje, lekceważenie i kłamstwa można uprawiać w białych rękawiczkach z czarującym uśmiechem na twarzy i pełnymi przejęcia oczami, narzędzi do bycia mobberem jest wiele".
Dodaje, że "nie ma do Renaty żalu", ale post napisał, ponieważ
"festiwal niezasłużonych zachwytów i piramidalnej hipokryzji"
 jest dla niego "nie do zniesienia".
"Peany na cześć Renaty piszą w internecie wyłącznie osoby, które nie znają jej wcale, a na pewno nie z pracy w redakcji - tylko poprzez wykreowany przez nią wizerunek medialny. Zauważcie, że nikt z
Newsweeka
nie napisał Dziękujemy Ci, Renato, że nas tak dzielnie broniłaś przed mobbingiem" - pisze. 
Renata Kim
odpowiedziała na zarzuty
w komentarzu pod postem Staszewskiego. W długim wpisie zarzuca mu m.in. słabe teksty i nieefektywną pracę. 
"
Przyszedłeś do nas jako gwiazda, miałeś robić okładkowe reportaże
. Uzgodniłeś sobie z Lisem, że w ramach całego etatu pracujesz trzy tygodnie w miesiącu, ostatni masz wolny. Godziłam się na to, bo ceniłam twój warsztat, lubiłam czytać twoje teksty, kiedy jeszcze pisałeś w GW. Godziłam się, mimo że to oznaczało, iż masz nie tylko kodeksowe 5 tygodni urlopu, ale kolejne 12. Więc bardzo często byłeś na urlopie. Ale nawet na to bym się godziła, gdyby nie to, że
kiedy pracowałeś, pisałeś słabe teksty
. Pamiętasz, jak w niemal każdy piątek je poprawiałeś? I dziękowałeś mi, że są dzięki temu lepsze?" - pisze Kim. 
"W pewnym momencie stało się jasne, że nie jesteś tą gwiazdą, która miała nam trzaskać okładkę za okładką. Lis nie potrafił ci tego powiedzieć, ale rozwiązaniem sytuacji obciążał mnie. To ja wysłuchiwałam, że trzeba coś z tym Staszewskim zrobić. I robiłam, jak umiałam, próbując cię przekonać, żebyś jednak przyłożył się do pracy. Nie chciałeś. Kiedy zaproponowaliśmy ci nowe warunki, w tym także pracę w pełnym wymiarze, czyli cztery, a nie trzy tygodnie w miesiącu, odszedłeś z
Newsweeka
".
"Kiedy spotkaliśmy się po latach, dużo rozmawialiśmy o wspólnej pracy, prawda? I ja wiele razy cię
przepraszałam za to, że się wtedy nie umieliśmy dogadać. Że wymagałam od ciebie tyle samo, co od siebie
. Czyli za dużo. Że
przerzucałam na ciebie presję
, jaką szef wywierał na mnie" - czytamy.
"Nie upajam się swoim rzekomym bohaterstwem, które tak cię zbulwersowało i zmusiło do napisania tego okropnego posta. Ale nazywanie mnie mobberką w chwili, gdy od zwolenników Lisa słyszę, że jestem donosicielką, beztalenciem, najsłabszym ogniwem, które latami nie umiało się ogarnąć, zawalczyć o siebie - to
zwykła podłość
".
W komentarzach udziela się również
Rafał Kalukin
, który był dziennikarzem
Newsweeka
w podobnym okresie co Staszewski. 
"Podobnie to wszystko pamiętam. 
Renata była wtedy pod ogromnym wpływem Lisa i w pełni akceptowała jego model zarządzania
redakcją. Ale jedna uwaga: za naszych czasów Lis
nie osiągnął jeszcze pełni swoich mobberskich możliwości
. Bywało różnie, teraz słabo to wspominam, ciekawie zresztą z dystansu porozkminiać strategie dostosowawcze rozmaitych osób. Także Renaty. Ja nigdy nie umiałem zbudować z Lisem normalnej relacji, był jakiś stały komunikacyjny problem, ale przez większość mojej sześcioletniej z nim pracy jakoś to wszystko się kręciło. Potem coś mu przestało pasić, do dziś nie wiem co, i poczułem wtedy dokładnie to samo, co opisujesz - pusto wokół, nieprzyjemnie, ch... wie z jakiego powodu. Wtedy się ewakuowałem. Resztę znam z opowieści, ale z tego co wiem, to seanse metodycznego gnojenia konkretnych osób zaczęły się gdzieś w okolicach 2019-2020. I że Renata była jedną z tych najbrutalniej potraktowanych. Moim zdaniem to dobrze, że się teraz ujawniła, bo nikt nie powie, że tylko anonimy szargają Wielkiego Redaktora. Tyle że zrobiła to po swojemu (To Ja Byłam Ewą) i nie pytając nikogo o zdanie sprywatyzowała zbiorową traumę. Ale gdybym miał to jakoś zważyć, korzyść jest istotniejsza" - pisze.
Post Staszewskiego na Twitterze opublikował również sam Tomasz Lis.
"Medale mają to do siebie, że zwykle mają dwie strony"
- komentuje. 

Dokarm kaczkę na Patronite

Zobacz nasz manifest, dowiedz się co próbujemy zrobić i czy chcesz być tego częścią:

https://patronite.pl/donaldpl

STRONA GŁÓWNA »

Źródła:

1. https://www.facebook.com/StaszewskiReporterPisarz/posts/461969739261451https://www.facebook.com/StaszewskiReporterPisarz/posts/461969739261451
2. https://twitter.com/MJKolacz/status/1544707613463552001?s=20&t=Xy35EUfP57ny5kEiYVaYrAhttps://twitter.com/MJKolacz/status/1544707613463552001?s=20&t=Xy35EUfP57ny5kEiYVaYrA
Pokaż więcej (1)
NAJLEPSZE KOMENTARZE TYGODNIA