
fot. Pixabay @RonaldCandonga
Rozmawiamy z przewodniczącą branżowego związku zawodowego pracowników ochrony, sprzątania, cateringu i obsługi widowni spod szyldu Konfederacji Pracy w OPZZ.
donald.pl: Rozmawiamy anonimowo, ale powiedz, ile masz lat?
Dwadzieściakilka.
donald.pl: Czyli nie jesteś weteranką branży?
Nie, ale też nie trzeba przepracować gdzieś dwóch dekad, żeby zobaczyć, że coś nie gra. Lubię i dobrze wykonuję swoją pracę, wiele osób i uważam, że powinny być godnie opłacane.
donald.pl: Dlaczego dopiero teraz powstaje związek zawodowy w branży skupiającej tak dużo osób?
Przez lata każdy próbował radzić sobie sam, a problemy pozostawały takie same. W efekcie branża zatrudniająca tysiące ludzi przez długi czas nie doczekała się silnej reprezentacji działającej na poziomie całego sektora. Jednym z powodów, dlaczego pojawiliśmy się dopiero teraz, jest unijna dyrektywa dotycząca adekwatnych wynagrodzeń minimalnych, która zachęca państwa członkowskie do zwiększania liczby pracowników objętych układami zbiorowymi. To sprawiło, że temat zaczął być traktowany dużo poważniej również w Polsce. Jako że nie da się scentralizować warunków na poziomie europejskim, Unia Europejska położyła większy nacisk na rozwój dialogu społecznego. Układy zbiorowe dają pracownikom i pracodawcom możliwość wspólnego ustalenia minimalnych standardów zatrudnienia dla całej branży. Dzięki temu o warunkach pracy nie decyduje wyłącznie to, kto zaoferował najniższą cenę w przetargu. Teraz jest dobry moment na działanie.
donald.pl: Skąd potrzeba zrzeszania się? Wiele osób patrząc z boku może uznać, że przecież jest niskie bezrobocie, zawsze można zmienić pracodawcę, jeżeli coś nie gra.
Owszem, teoretycznie bezrobocie w Polsce jest w miarę niskie. Ale w branży, którą reprezentujemy zmiana pracodawcy nie wygląda kolorowo. W ochronie zmienia się logo na koszulce, a nie warunki pracy. W jednej firmie minimalne wynagrodzenie, w drugiej minimalne wynagrodzenie. W jednej umowa zlecenie, w drugiej umowa zlecenie. Człowiek zmienia pracodawcę i często ląduje dokładnie w takim samym miejscu.
donald.pl: Można wybierać, ale wychodzi na to samo?
Tak. Zarówno większe, jak i mniejsze firmy płacą najczęściej najniższą krajową. Więc po co zmieniać wszystko, skoro warunki są niemal identyczne? Drugą kwestią jest to, że o umowę o pracę trzeba się serio postarać i „przecieciować” swoje niezależnie od miejsca pracy, gdyż nawet giganci rynku nie są skorzy do ponoszenia większych kosztów, zatrudniając pracowników zamiast zleceniobiorców. Znam osoby, które po wielu latach pracy nadal nie mają etatu. Znam ludzi, którzy spędzają więcej czasu na obiekcie niż we własnym domu. Znam ludzi pracujących po kilkanaście godzin dziennie, bo przy obecnych stawkach nie są w stanie utrzymać się inaczej.
donald.pl: Jak to możliwe? Firmy nie boją się, że tak źle opłacani pracownicy odejdą? A jeżeli są niepotrzebni, to czemu są w ogóle zatrudniani, dla towarzystwa?
Mówimy o osobach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludzi, obiektów i mienia, a mimo to bardzo często słyszą, że na nic więcej nie zasługują, bo tylko „siedzą”
.
Ale przecież za bycie na dyżurze, za dyspozycyjność płaci się w wielu zawodach. Nikt nie ma pretensji do strażaka, że czeka w remizie na wezwanie, ani do ratownika medycznego, że akurat nie prowadzi reanimacji. Istotą tej pracy jest właśnie gotowość do reakcji wtedy, gdy coś się wydarzy.
donald.pl: To w czym rzecz?
Głównym problemem branży jest system przetargowy. Firmy konkurują między sobą cenowo, a największym kosztem jest pracownik. W efekcie każda firma, która chciałaby znacząco poprawić warunki zatrudnienia, często przegrywa z konkurencją oferującą niższe stawki. To prowadzi do sytuacji, w której nawet uczciwi pracodawcy mają ograniczone możliwości poprawy wynagrodzeń bez zmian obejmujących całą branżę.
donald.pl: I tu wchodzicie wy, jako zbiorowy negocjator?
Według nas sensownym rozwiązaniem jest związek ponadzakładowy, który zamiast walczyć o godne warunki w jednej firmie, skupia się na ogóle. Przystąpienie do negocjacji w układzie zbiorowym pracy daje nam możliwość wynegocjowania korzystniejszych minimalnych warunków zatrudnienia. Właśnie dlatego teraz jest ogromna potrzeba zrzeszenia się. Przedsiębiorcy muszą mieć partnera do rozmów, a my musimy działać wielotorowo.
donald.pl: Jak wygląda droga od wpadnięcia na pomysł tworzenia związku zawodowego do jego realizacji? Organizacja, zrzeszanie się?To chyba jak druga praca?
Można nazwać to bardziej wolontariatem. Ta frustracja związana z obecnymi warunkami kumulowała się w pracownikach przez bardzo długi czas. Gromadzenie członków na samym początku szło bardzo mozolnie, ponieważ ludzie nie do końca wierzyli, że cokolwiek jest w stanie poprawić ich sytuację. Gdybym sama ciężko tyrała w ochronie przez kilkanaście lat, ledwo zipiąc od dziesiątego do dziesiątego, to sama straciłabym wiarę w to, że jakakolwiek zmiana miałaby szansę nastąpić.
donald.pl: Czyli to bardziej z desperacji, niż z nadziei?
Jedno i drugie. Są miejsca, w które regularnie wracamy z zaproszeniem do wspólnego działania i deklaracjami do wypełnienia. O ile na samym starcie było bardzo ciężko, tak teraz coraz więcej osób zaczyna do nas przystępować. Przede wszystkim nie stoimy w miejscu i nie czekamy na to, aż pracownicy sami do nas przyjdą. Wychodzimy do nich, wracamy kilkukrotnie jeśli trzeba i dajemy im zobaczyć, że nasz związek zawodowy aktywnie działa oraz pamięta o nich. Początki nigdy nie są kolorowe, ale edukacja i chociażby krótkie rozmowy bardzo wiele tutaj wnoszą. Konsultujemy wspólnie z doświadczonymi organizatorami nasze pomysły, a potem przekuwamy je stopniowo w działania.
donald.pl: Co zaskakuje najbardziej, albo nawet co śmieszy, kiedy zakłada się związek?
Mnie osobiście najbardziej zaskoczyło to, że w wielu firmach stosowane są nagonki i zastraszanie ludzi. Pracodawcy, managerowie lub administratorzy budynku często mówią swoim pracownikom, że po przystąpieniu do nas stracą swoje posady. Zdarza się, że kiedy tylko pojawiamy się na danym obiekcie, już na wejściu słyszymy, że osoby do których przychodzimy nie są zainteresowane. Bywają takie sytuacje, że rozmowa przebiega bardzo pomyślnie, do momentu, kiedy wychodzi przełożony i namawia naszych rozmówców do zrezygnowania z zapisania się.
donald.pl: Tak wprost, bez mydła?
Wprost.
To zarówno śmieszne jak i rozczarowujące, ponieważ wywieranie presji na pracownikach, aby nie wstępowali do związku zawodowego, może stanowić naruszenie prawa i wolności związkowych. Dlatego zawsze na naszych ulotkach, które zostawiamy po rozmowie, są telefony do nas, kod QR przenoszący do strony internetowej oraz deklaracja online. Jeśli ktoś ma obawy związane z tym, co powie ktoś na wyższym stanowisku, to staramy się umówić z takimi osobami na neutralnym gruncie. Zawsze ktoś z nas znajdzie czas na wspólną kawę, poza zasięgiem kamer i wzroku współpracowników.
donald.pl: Na jakim jesteście etapie? Co się wydarzy w optymistycznym scenariuszu?
Znaczącą część swojego wolnego czasu poświęcam na rozwijanie związku i rozmowy z pracownikami, którzy chcą się zaangażować w naszą działalność. Chcielibyśmy przed końcem roku dobić do tysiąca i mieć jeszcze większe grono do reprezentowania. Mówimy o branży zatrudniającej ogromną liczbę osób, a mimo to wciąż pozbawionej silnej reprezentacji na poziomie sektora. Dążymy również do tego, żeby sprawa stała się bardziej medialna i nagłośniona, gdyż większość nie wie nawet jak wiele ustandaryzowanych patologii mieści w sobie ta branża.
donald.pl: A jakie mieści?
Wieloletnie umowy zlecenia, najniższa krajowa niezależnie od odpowiedzialności za bezpieczeństwo ludzi i mienia, wielogodzinne zmiany, brak czasu na własne życie, niejasne warunki umów czy brak dodatków za nadgodziny. Dzisiaj nikogo nie dziwi ochroniarz pilnujący wartego miliony złotych obiektu za wynagrodzenie niewiele wyższe (o ile w ogóle wyższe) od ustawowego minimum. Moim zdaniem właśnie to powinno dziwić. Przede wszystkim chciałabym, żeby zdziwiło to kogoś z realną mocą sprawczą. W najbardziej optymistycznym scenariuszu może uda nam się sprawić, że temat dotrze też do rządzących, którzy pochylą się nad prawnymi rozwiązaniami naszych problemów. Nawet jeśli uda się to wspólnymi siłami wypracować, to dalej pozostaniemy aktywni. Pamiętajmy, że organizacja związkowa walczy nie tylko o poprawę warunków w branży, ale zarówno o utrzymanie ich na danym poziomie.