
Fot. GoFundMe/ Reddit: @limits660
Amerykański turysta,
David Cifaldi
, upadł w czasie próby wejścia na najwyższy szczyt Montany, Granite Peak, tak niefortunnie, że
przebił się na wylot
własnym kijkiem trekkingowym.
Nie chcąc płacić za ewakuację
drogą lotniczą, zszedł z góry o własnych siłach, pokonując około 16 kilometrów.
- Sądzę, że zadziałał tu mój pielęgniarski mózg. Kiedy tylko mogłem obejrzeć swoją ranę i ustalić, że
w tym momencie nic nie zagraża mojemu życiu
, byłem całkiem przekonany, że zejdę z góry samodzielnie - powiedział Cifaldi w rozmowie z lokalnymi mediami.
Jak opisano na stronie zbiórki na platformie GoFundMe, która ma pomóc Cifaldiemu w pokryciu rachunków medycznych, kijek trekkingowy "przeszedł przez
cały mięsień najszerszy grzbietu,
wystając z obu końców,
pomiędzy otworami było około 20 centymetrów"
. Z powodu groźnego wyglądu rany, Cifaldi poprosił jednego ze swoich przyjaciół, którzy towarzyszyli mu we wspinaczce, aby szedł szlakiem przed nim i
ostrzegał innych turystów
o nieprzyjemnym widoku.
Ostatecznie,
po dziewięciu godzinach
od wypadku, kijek trekkingowy został wyciągnięty z tułowia Cifaldiego w szpitalu Intermountain Health w miejscowości Billings, gdzie sam poszkodowany
pracuje jako pielęgniarz
specjalizujący się w opatrywaniu ran.
- Jeszcze
kilka centymetrów w drugą stronę
i byłaby to zupełnie inna historia - powiedział Cifaldi, którego w związku z wypadkiem wciąż może czekać operacja.