
Fot. East News / Unsplash
W piątek w Białym Domu w Waszyngtonie odbyło się spotkanie, podczas którego
Donald Trump
oznajmił, że
oczekuje porozumienia z Grenlandią
i jeśli nie osiągnie go po dobroci, to Stany Zjednoczone będą musiały uciec się do
"trudniejszego sposobu"
. W innym przypadku, jego zdaniem, Grenlandia zostanie zajęta przez Chiny lub Rosję, a
USA "nie mają zamiaru mieć Rosji lub Chin za sąsiada"
.
Z kolei
liderzy wszystkich partii politycznych Grenlandii
, zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji, podpisali
oświadczenie
, w którym podkreślają, że
"nie chcą być Amerykanami ani Duńczykami, chcą być Grenlandczykami"
. Wspólne oświadczenie opisuje, jakiej przyszłości oczekują dla swojego kraju i zaznacza, że
to obywatele powinni o niej decydować
.
Obecnie Grenlandia jest zależna od Danii, jednak
posiada swoją autonomię
i od kilku lat intensyfikuje swoją aktywność w polityce międzynarodowej. Rządzi w niej koalicja złożona z czterech partii, które opowiadają się za niezależnością wyspy od Danii, jednak dopiero po uzyskaniu niezależności gospodarczej.
W opozycji znajduje się wyłącznie jedna partia, Naleraq, która uważana jest za
najbardziej proamerykańską
w kraju. Mimo tego
jej lider również podpisał wspólne oświadczenie wobec nacisków ze strony USA
. Zgodnie z jego treścią grenlandzcy liderzy chcą prowadzić politykę krajową "bez nacisków na szybką decyzję, zwłokę lub ingerencję ze strony innych krajów".
Zapowiedzieli również kontynuowanie polityki zagranicznej opartej na "wzajemnym szacunku i dialogu" oraz "kierując się zasadami międzynarodowymi".
Poszanowania zasad dyplomacji oczekują również od innych krajów, w tym od USA.
Politycy poinformowali także o zamiarze zorganizowania debaty w parlamencie, jednak jak dotąd nie podali więcej szczegółów.