Lewica. Prawica. Bogaci.

Jastrzębie: ktoś wybudował sobie dom na dachu bloku i sobie ma

Od wielu lat
 w Jastrzębiu 
toczy się 
sprawa dziwnej konstrukcji,
 która powstała 
na dachu jednego z bloków. 
Choć sąd administracyjny wydał decyzję o jej rozbiórce, nielegalna nadbudowa wciąż stoi.
Szczegóły projektu opisywał portal 
tujastrzebie.pl
. Blok powstał w latach 90.
 W 1997 roku właściciel jednego z mieszkań wymyślił, że na dachu wybuduje sobie sobie "penthouse". 
"Miał już doświadczenie, ponieważ projektował ekstrawaganckie budowle dla Szwajcarów. Zarząd spółdzielni nie miał nic przeciwko" - czytamy.
Prace nad nadbudową rozpoczęły się w 2000 roku. 
Wykonano prace adaptacyjne dachu, obok bloku powstała konstrukcja
, którą przeniesiono na górę za pomocą dźwigów. W budynku przygotowano też miejsce na akwarium, w planach było również oczko wodne. 
Na dachu miało również powstać "królestwo dla legwanów",
 planowano też
 ustawienie helikoptera "przeznaczonego dla męskich spotkań". 
W końcu nadbudową zainteresował się nadzór budowlany, który jednoznacznie stwierdził, że jest ona bezprawna. 
"Plan zagospodarowania przestrzennego wskazuje, że w tym miejscu może powstać budynek liczący pięć kondygnacji. Sam blok ma już tyle.
 Dodatkowa kubatura jest niezgodna z planem i musi zostać rozebrana"
 - tłumaczono. 
Sprawa trafiła do sądu. Niedawno Naczelny Sąd Administracyjny wydał decyzję o rozbiórce obiektu.
-
 Dla 3/4 nadbudowy była orzeczona rozbiórka,
 następnie NSA wskazał również rozbiórkę 3/4 nadbudowy wskazując, że adresatem rozbiórki powinna być Górnicza Spółdzielnia Budownictwa Mieszkaniowego w Wodzisławiu Śląskim. Zleciliśmy na koszt zarządcy wykonanie ekspertyzy i już część ekspertyzy do nas wpłynęła i jeżeli idzie o samo bezpieczeństwo konstrukcji, tutaj nie mamy na dzisiaj zagrożeń.
 Już powinno dojść do rozbiórki, także ja myślę, że spółdzielnia powinna coś z tym zrobić 
- tłumaczy w rozmowie z Radiem 90 Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Jastrzębiu-Zdroju Wojciech Długosz.
Spółdzielnia tłumaczy z kolei, że ma świadomość konieczności rozbiórki, ale nie może jej rozpocząć: 
-
 Trzeba to rozebrać, jest wyrok sądu
, ale nie zostaliśmy wpuszczeni na tą nadbudowę i w związku z tym nie ruszyło to z miejsca w ogóle. To jest tak dziwne, że jest decyzja sądu administracyjnego, ale tam się trzeba jeszcze dostać. Musi być wyrok sądu, żebyśmy mogli tam wejść w asyście policji. Tu jest "pies pogrzebany" i tak jak mówiłem, sprawa jest w sądzie w tej chwili o nakaz udostępnienia tych segmentów - mówi Arkadiusz Gromodka, prezes Górniczej Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego w Wodzisławiu Śląskim.
Wszystko wskazuje również na to, że
 za rozbiórkę zapłaci spółdzielnia, a dopiero później będzie domagać się zwrotu kosztów od lokatora
, który postawił nadbudówkę.