
Fot. Unsplash
Rzeczpospolita
opublikowała wyniki sondażu przeprowadzonego przez pracownię IBRiS, która zapytała Polaków, czy
lekarze powinni łączyć pracę w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia.
Ponad połowa respondentów sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu.
Przeciwko
łączeniu przez lekarzy pracy w prywatnej i publicznej ochronie zdrowia jest 53,5% respondentów, w tym
33,3% "zdecydowanie"
. Przeciwnego zdania jest 40,6% badanych. Łączenie przez lekarzy różnych miejsc zatrudnienia
najczęściej popierają
osoby w wieku 60-69 lat (59%), mieszkańcy miast powyżej 250 tysięcy mieszkańców (54%) a także osoby z wyższym wykształceniem i zwolennicy prawicy (w obu grupach po 49% poparcia).
- Przewaga zwolenników rozgraniczenia można odczytywać jako
wyraz społecznego oczekiwania
większej przejrzystości i uporządkowania obowiązujących zasad.
Nie przesądza on jednak
o wyborze jednego rozwiązania, tym bardziej że niemal 40 proc. respondentów opowiada się za zachowaniem możliwości pracy w obu sektorach - powiedział
Marcin Martyniak
, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach,
wiceminister zdrowia
w rządzie PiS, w rozmowie z
Rzeczpospolitą
.
Martyniak uważa, że największym problemem ochrony zdrowia jest
niedobór lekarzy
i łączenie przyjęć prywatnych z pracą w publicznych szpitalach w kontekście wykonywania zabiegów – chodzi o sytuacje, gdy lekarze przyjmują pacjentów w swoich prywatnych gabinetach, a następnie zapisują ich na zabiegi w publicznych placówkach, w których pracują,
często z pominięciem kolejki
. Jednym ze sposobów zwalczania tego problemu mogłoby być, zdaniem Martyniaka,
stworzenie centralnego grafiku pracy
lekarzy.
- Co z POZ [podstawową opieką zdrowotną - red.], która
prawie w całości jest prywatna
? Co z AOS [opieką specjalistyczną - red.], gdzie odsetek prywatnych gabinetów to ok. 70 proc.?
Kto przejąłby pacjentów
z poradni, które z powodu bardzo niskich umów z NFZ zrezygnowałyby ze współpracy z płatnikiem? Jak potraktować podmioty podwykonujące kluczowe usługi medyczne? Partie będą musiały
taki plan pokazać
- dodaje ekspert ds. ochrony zdrowia,
Wojciech Wiśniewski
.
Eksperci zwracają uwagę, że zakaz łączenia pracy lekarzy w gabinetach prywatnych i jednostkach publicznych może
zaszkodzić pacjentom z mniejszych ośrodków
.
- Jeżeli w takiej miejscowości jest
tylko jeden chirurg
, który w szpitalu może zarobić 250 zł za godzinę, a w prywatnym gabinecie będzie pobierał np. 300 zł za wizytę, a w ciągu godziny przyjmie trzech pacjentów, to w takiej sytuacji
nie będzie miał motywacji
do stawania na dyżury w szpitalu, ani do pracy w święta.
Kto będzie wtedy leczył
w publicznej ochronie zdrowia? - dywaguje anonimowo dyrektor jednego ze szpitali w Warszawie dla
Rzeczpospolitej
.