mobbingu i łamaniu praw pracowników w biurze Rzecznika Praw Dziecka
, którym kieruje
Monika Horna-Cieślak
. Stacja rozmawiała z niemal 20 osobami, z tym z byłym pracownikiem biura RPD, który zdecydował się pozwać Skarb Państwa. Wszyscy zwracają uwagę na atmosferę ciągłego stresu, strach i przeciążenie obowiązkami.
W zeszłym tygodniu głośno zrobiło się o interwencji Horny-Cieślak pełniącej funkcję Rzecznika Praw Dziecka w sprawie rozdawania
darmowych lodów za świadectwo z czerwonym paskiem
. Sprawa wywołała ogromne kontrowersje i dyskusję o przekraczaniu kompetencji i zakresie obowiązków RPD.
Pisaliśmy o tym tutaj:
Dziś TVN24 informuje, że kontrowersji związanych z Horną-Cieślak i pracą w biurze RPD jest znacznie więcej. Stacja dotarła do
relacji blisko 20 osób: byłych i obecnych pracowników biura
, w tym nauczycieli, psychologów i prawników. Około połowa rozmówców TVN to osoby zatrudnione przez Hornę-Cieślak, kilka osób zatrudnionych zostało w biurze RPD wcześniej. Wszyscy mówią o ciągłej atmosferze strachu, stresie i przeciążeniu, oskarżając szefostwo RPD o mobbing.
Twarzą sprawy stał się
Łukasz Korzeniowski,
26-letni prawnik, do niedawna pracownik biura RPD. W marcu, kilka miesięcy po odejściu z pracy, zdecydował się pozwać byłego pracodawcę, czyli formalnie Skarb Państwa. Do pozwu dołączył dokumentację medyczną i inne dokumenty, które mają świadczyć o tym, że był ofiarą mobbingu.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Jak relacjonuje w rozmowie z TVN24, już 4 miesiące po rozpoczęciu pracy miał przypisanych 179 spraw, podczas gdy na jedną osobę nie powinno przypadać więcej niż 100-120. Po około pół roku miał już
247 spraw
, dochodziły mu też kolejne obowiązki, takie jak organizacja spotkań czy prowadzenie uroczystości.
Jednocześnie w burze miała narastać
atmosfera ciągłej kontroli.
Pracownicy, z którymi rozmawiał TVN24, potwierdzają, że chodzi m.in. o pracę w weekendy i święta bez dodatkowego wynagrodzenia, nocne wiadomości, podważanie kompetencji pracowników, ciągłe zlecanie kolejnych pism w tych samych sprawach.
"
Powód czuł się jak trybik, który ma bezwiednie wykonywać polecenia przełożonych
, nawet jeśli są absurdalne, a w swojej pracy nie ma sprawczości" - brzmi fragment pozwu Łukasza Korzeniowskiego, który cytuje TVN.
Ponadto pracownicy mówią o
inwigilacji w miejscu pracy
. Jak relacjonują, zdarzały się sytuacje, w których byli podsłuchiwani przez bliskich współpracowników Horny-Cieślak.
Korzeniowski uważa, że praca doprowadziła go do
poważnych problemów zdrowotnych.
Lekarz zdiagnozował u niego m.in. zaburzenia adaptacyjne i epizod depresji. W dokumentacji medycznej znalazły się też zapisy, że mężczyzna był przytłoczony nadmiarem zadań i doświadczał napadów lęku. W końcu Korzeniowski zdecydował się na zwolnienie lekarskie, a następnie zrezygnował z pracy. Kilka miesięcy później zdecydował się
pozwać
Skarb Państwa, domagając się zadośćuczynienia i oficjalnych przeprosin. Pracownicy próbowali też szukać pomocy w Państwowej Inspekcji Pracy - jedna ze skarg pisemnych wpłynęła już w październiku 2025 roku. Kontrola w biurze RPD ruszyła jednak dopiero po interwencji senatorki Magdaleny Biejat, w drugiej połowie maja 2026 roku.
Sama Monika Horna-Cieślak w rozmowie z TVN24 opowiada, że po przejęciu stanowiska musiała zmienić zasady komunikacji, bo w jej opinii pracownicy ze sobą nie rozmawiali, choć zgłaszali problemy we współpracy. Przyznaje też, że rok 2024 był bardzo trudny, a jej pracownicy byli przemęczeni, ale jako główną przyczynę wskazuje
braki kadrowe, budżet i konieczność wprowadzenia dodatkowych procedur
związanych z raportem Najwyższej Izby Kontroli. Twierdzi, że nie zmuszała pracowników do pracy po godzinach, choć sama w mailach do nich zaznaczała, że "pracuje w bardzo różnych dniach i godzinach z uwagi na ilość obowiązków".
Horna-Cieślak twierdzi również, że
do jej biura nie wpłynął pozew
od Łukasza Korzeniowskiego, choć z akt sprawy wynika, że informacja taka została odebrana przez pracownika kancelarii. Poinformowała też, że w sprawie Korzeniowskiego toczy się
"wewnętrzna procedura antymobbingowa skierowana przeciwko niemu",
ale nie chce zdradzać szczegółów.
- Zdarzenie miało miejsce we wrześniu, natomiast sprawa została zgłoszona w kwietniu - mówi Horna-Cieślak. - O tym, co robił Łukasz, niestety wie już całe biuro. To była poważna i tragiczna sytuacja.
TVN zauważa, że procedurę wszczęto pół roku po tym, jak Korzeniowski złożył wypowiedzenie. On sam jest zaskoczony sprawą i twierdzi, że nie miał żadnych konfliktów z innymi pracownikami.
- Powiedziałem kilku osobom, dlaczego się zwalniam, w tym między innymi, że czuliśmy się w zespole podsłuchiwani i śledzeni. Tydzień później pracownica, której mój zarzut dotyczył, przyszła to ze mną wyjaśnić. Popłakała się. Ale to była jedna rozmowa i wyglądało na to, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
Ta historia z procedurą to dla mnie próba zastraszenia. Ale ja się już nie boję
- mówi.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Sprawa opisana przez TVN budzi ogromne kontrowersje i wiele komentarzy.
Interwencję
w sprawie zapowiedzieli już politycy KO.
"Wspólnie z Przewodniczącą Katarzyną Ueberhan @KUeberhan podjęłyśmy decyzję o zwołaniu posiedzenia połączonych Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisji ds. Dzieci i Młodzieży. Oczekujemy wyjaśnień w związku z informacjami medialnymi o sytuacji w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka" - napisała posłanka Monika Rosa.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.