
fot. Instagram @dodaqueen
Do
Sądu Okręgowego w Warszawie
19 czerwca trafił
akt oskarżenia skierowany przeciwko Dorocie Rabczewskiej
znanej jako Doda i jej
byłemu mężowi, Emilowi S.
Chodzi o nieprawidłowości finansowe w dwóch, związanych z nimi spółkach producenckich.
Śledczy ustalili, że Emil S. miał dopuścić się aż 198 czynów, w tym udaremnienia zaspokojenia wierzycieli na kwotę ponad 12 milionów złotych oraz przywłaszczenia mienia powierzonego przez inwestorów na łączną sumę przekraczającą
23 miliony złotych.
Jak ustalono, środki te pochodziły z inwestycji w produkcje filmowe takie jak
GROM, Small World, Chłopaki nie płaczą 2
czy
Dziewczyny z Dubaju
. Oprócz tego prokuratura zarzuca Emilowi S. oszustwa na szkodę inwestorów w łącznej kwocie 650 tys. zł oraz legalizowanie środków pochodzących z przestępstw na kwotę ponad 226 tys. dol. i 2 904 000 zł.
Doda usłyszała
zarzut pomocnictwa w udaremnieniu zaspokojenia wierzycieli na kwotę ponad 12 milionów złotych.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie w akcie oskarżenia wskazała także na Annę S. i Agnieszkę C., które miały współpracować z Emilem S. przy procederze.
- W przedmiotowej sprawie wydano szereg postanowień o zabezpieczeniu majątkowym w gotówce, roszczeniach cywilnych, nieruchomościach, samochodach, zegarkach na łączną kwotę ponad 12 mln zł i prawie 60 tys. euro - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Antoni Skiba.
Emil S. miał w ramach firmy producenckiej pozyskiwać środki od inwestorów, obiecując wysokie zyski z produkcji filmowych. Według ustaleń część środków od inwestorów miała trafiać do spółki zarejestrowanej na Malcie, w której udział miała również Doda.
Byłemu mężowi Dody grozi nawet do 10 lat więzienia, natomiast
wokalistce - do 5 lat.
Z kolei Anna S. i Agnieszka C. mogą również usłyszeć wyroki sięgające 10 lat pozbawienia wolności.
Doda zareagowała już swoich mediach społecznościowych na komunikat prokuratury. Wokalistka stwierdziła, że cieszy się, że sprawa trafi do sądu i będzie mogła przedstawić swoją wersję wydarzeń:
- Jezu, to był jakiś koszmar. Cieszę się, że w końcu sprawa trafia do sądu, że ten akt sprawy w końcu trafia tam, gdzie powinien dużo, dużo wcześniej. W końcu jest ten czas, że będę mogła w końcu przedstawić moją wersję wydarzeń w sądzie - powiedziała.
- Tak że trzymajcie za mnie kciuki i pamiętajcie, tak jak w przypadku Michała Wiśniewskiego, że nic nie jest czarno-białe, jak się wydaje, i naprawdę oskarżanie i ocenianie ludzi przez pryzmat jednej ze stron forsowanej w mediach jest bardzo niesprawiedliwe. Najważniejsze jest czekać do końca - dodała.

fot. InstaStories @dodaqueen