Lewica. Prawica. Bogaci.

Ruszył proces w sprawie śmierci ukraińskiego pracownika wywiezionego przez szefową do lasu

13 czerwca 2019 roku
pod
Skokami
w powiecie wągrowieckim 
leśniczy znalazł ciało mężczyzny w roboczych rękawicach.
Zmarły nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Okazuje się, że był to
36-letni Wasyl Czornej,
który pracował w jednym
z zakładów produkcji trumien koło Nowego Tomyśla.
 Jak podawała Wyborcza, dzień wcześniej mężczyzna
zasłabł w pracy
. W hali miało być gorąco i unosił się drewniany pył, opary farb i olejów. 
O sytuacji pracownicy poinformowali
właścicielkę Grażynę F.
, która
zabroniła im wzywać pogotowia ratunkowego
. Kobieta wszystkich pracowników rozesłała do domu. Zostawiła tylko innego ukraińskiego pracownika -
Serhija H
., któremu
poleciła załadować kolegę do bagażnika samochodu. Mężczyzna odmówił pomocy.
- Ten odmówił, lecz Grażyna F. zagroziła, że nie wypłaci mu pensji. Serhii H. bał się zgłosić zdarzenie na policję, gdyż znajdował się w obcym kraju, nie znał języka, jak również nie miał umowy o pracę.
Ostatecznie przeniósł zwłoki do samochodu, którym Grażyna F. udała się na teren powiatu wągrowieckiego, gdzie porzuciła ciało w lesie
- cytuje fragmenty ustaleń prokuratury portal RMF24.
Grażyna F. porzuciła Wasyla Czornej
125 kilometrów od zakładu pracy.
Kobieta została zatrzymana i usłyszała zarzut
"nieudzielenia pomocy osobie
znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia", a także nieumyślnego spowodowania śmierci.
Pisaliśmy o tym tutaj:
/artykuly/qCJ4SCmo/
Teraz
w Nowym Tomyślu rozpoczął się proces Grażyny F.
Nie udało się ustalić, czy Wasyl Czornej zmarł wskutek niewydolności oddechowo-krążeniowej jeszcze na hali, w samochodzie, czy dopiero w lesie. Prokuratura ostatecznie zakwalifikowała jej postępowanie jako
nieudzielenie pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci.
Kobieta nie przyznała się do winy
. Podczas pierwszej rozprawy starała się
obarczyć odpowiedzialnością za tragedię zatrudnianych przez siebie - też na czarno
- Ukraińców. Powiedziała, że kiedy dowiedziała się o osłabieniu Wasyla Czornej, kazała pracownikom jechać do lekarza. Ci jednak według jej relacji mieli odmówić i stwierdzić, że nie chcą żadnych problemów. 
Kobieta miała też zasugerować, że to Serhij H. zadeklarował, że pozbędzie się zwłok, podrzucając je na teren innego zakładu.
-
Postanowiłam więc, że wezmę to na siebie i sama się tym zajmę
. Nie wiedząc, co zrobić, wywiozłam to ciało do lasu - tłumaczyła.
Ukraiński pracownik Serhij H. również jest oskarżonym w sprawie. Prokuratura stawia mu zarzuty utrudniania postępowania karnego poprzez pomoc w zatarciu śladów przestępstwa. Grażynie F. i Serhijowi H . grozi do 5 lat więzienia.
/artykuly/xt3fUmJu/
/artykuly/KnMXYAxi/