zarobkami niektórych lekarzy i nieprawdopodobnej liczby godzin
, którą mieliby oni wypracowywać w niektórych placówkach.
Aferę zapoczątkował lekarz
Dawid Kacprzyk
, lekarz, który pracował w
Warszawskim Szpitalu Południowym
. Pełnił też funkcję radnego KO. Okazało się, że w ciągu roku za świadczenia medyczne w Warszawskim Szpitalu Południowym miał zarobić
1,6 mln złotych
. Co istotne Kacprzyk jest lekarzem z niewielkim doświadczeniem i nie posiada specjalizacji, bez której nie powinien pełnić funkcji koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego.
Po tym, jak o sprawie zrobiło się głośno, Kacprzyk skorygował 33 faktury, które wystawił Szpitalowi Południowemu i zwrócił placówce 500 tysięcy złotych. Został także zwolniony z placówki, a jego sprawą zajmuje się stołeczny ratusz i Naczelna Izba Lekarska:
Kontrowersje wywołały także
zarobki dyrektora Szpitala Powiatowego w Tomaszowie Lubelskim
Dariusza Gałeckiego. Jest on również radnym powiatu hrubieszowskiego wybranym z list PiS.
Z jego oświadczenia majątkowego wynika, że w 2025 roku zarobił
za pracę w szpitalu ponad 864 tys. złotych brutto
. 324 tys. zł to pensja, jaką otrzymuje za bycie dyrektorem placówki, a pozostałe 522 tys. zł miał zarobić za pracę lekarza w zarządzanym przez siebie szpitalu.
Pojawiające się doniesienia
wywołały dyskusje o tym, jak zabezpieczyć system opieki zdrowotnej przed takimi sytuacjami
. Kilka dni temu Sejm uchwalił
ustawę
, która pozwo
li powiązać informacje o wynagrodzeniach lekarzy
i innych medyków z numerem PESEL czy też numerem prawa wykonywania zawodu. W ten sposób Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji będzie mogła analizować łączne dochody osób pracujących jednocześnie w kilku placówkach.
Pomysł na zmiany w systemie opieki zdrowotnej ma
posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska
. Polityczka we wpisie w serwisie X zaproponowała, by
znieść limity na specjalizacje medyczne
. Żukowska uważa, że właśnie takie zmiany w przepisach poprawiły sytuację w branży prawniczej:
"A wiecie czym się różni zawód prawnika od zawodu lekarza? Otóż w 2005 r. wprowadzono pisemne państwowe testy na aplikacje prawnicze i skończyły się limity i przyjmowanie na aplikację w kancelarii wujka czy dziadka. To samo stanie się, kiedy zniesiemy limity na specjalizacje medyczne.
Lekarzy nie zabraknie, tak jak nie zabrakło prawników
" - uważa Żukowska.
Posłanka Lewicy uważa, że w ten sposób pracę będą podejmować ci najlepsi, a ich wynagrodzenia się urealnią:
"Po prostu skończy się eldorado, a
stawki za godzinę się urealnią
(choć i tak na ten moment powinniśmy określić maksymalne). Naprawdę po 20 latach od odnepotyzowania korporacji prawniczych trzeba się wziąć za odspawanie lekarzy od decydowania o tym, ilu ma być lekarzy. Są bezrobotni prawnicy, mogą być też bezrobotni lekarze. Samorząd zawodowy to nie agencja pośrednictwa pracy. Konkurencja i niech pracę zdobywa lepszy, a nie ten, który jest dobrze ustawiony towarzysko" - napisała.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.