jest już ich 150. Według komentatorów, strajki państwowych przedsiębiorstw to ogromne zagrożenie dla
reżimu Aleksandra Łukaszenki
. Tymczasem do strajkujących pracowników kopalni, elektrowni, rafinerii i zakładów przemysłu ciężkiego dołączają kolejne grupy zawodowe: pracownicy państwowych mediów i państwowych instytucji kultury: teatrów, muzeów i filharmonii.
W piątek Łukaszenka spotkał się z
pracownikami przedsiębiorstwa Biełaruśkalij
pod Mińskiem, specjalizującego się w produkcji nawozów potasowych. Jak relacjonuje Biełsat TV, groził, że
zastąpi ich innymi chętnymi lub bezrobotnymi górnikami z Ukrainy.
- Po co strajkujecie? Dobrze, strajkujecie, niech będzie. Polecę dyrektorowi, żeby za wami nie biegał. W Saligorsku są tysiące ludzi, którzy chcą pracować w Biełaruśkalij, przyjdą. A jak oni nie przyjdą, to
na całym świecie jest bezrobocie. Przyjadą górnicy z Ukrainy, jest ich pełno, bezrobotnych
- mówił Łukaszenka.
Ukraińscy górnicy szybko odpowiedzili Łukaszence, zapewniając, że
nie są łamistrajkami i
nie zastąpią protestujących.
- Łukaszenka pozwolił sobie na grożenie strajkującym, że na ich miejsca pracy przyjadą bezrobotni górnicy z Ukrainy.
Górnicy to jedna z najbardziej solidarnych grup na świecie, zapewniam, że nikt z ukraińskich górników nie zamierza jechać na Białoruś.
Nie jesteśmy łamistrajkami - stwierdził
Mychajło Wołyniec
, szef Niezależnego Związku Zawodowego Górników na Ukrainie w filmie zamieszczonym na Facebooku.
Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.
Jak donosi Biełsat TV, podobne głosy wsparcia płyną do białoruskich pracowników od innych grup zawodowych na Ukrainie.
Zobacz też:
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.