
fot. East News
Rzeczpospolita
informuje, że z powodu
opóźnień w płatnościach NFZ i konieczności kredytowania leków szpital w Skarżysku-Kamiennej rezygnuje z części programu lekowego
skierowanego dla pacjentów ze
stwardnieniem rozsianym
. Pod koniec 2025 r. zadłużenie szpitala w Skarżysku-Kamiennej wynosiło 138 mln zł. Strata za ubiegły rok to 32 mln zł i był to wzrost o 290 proc. w porównaniu z 2024 r.
- Z końcem kwietnia musimy zaprzestać leczenia pacjentów trzema substancjami, mimo że do tej pory mieliśmy cały panel leków stosowanych w SM - mówi
Rzeczpospolitej
dr Małgorzata Fudala, neurolog, kierowniczka Oddziału Neurologicznego i Udarowego szpitala powiatowego w Skarżysku-Kamiennej.
Mowa o chorych, którzy są leczeni
ozanimodem, siponimodem oraz ofatumumabem
. Kobieta w rozmowie z dziennikiem przyznała, że hurtownia, która jako jedyna zapewniała dostęp do tych trzech leków,
nie zdecydowała się na podpisanie nowej umowy ze szpitalem,
ponieważ ten ma długi i dotychczas
nie regulował na czas płatności.
- Zamknięcie części programu uderza w pacjentów z naszego terenu, realnie ogranicza ich dostęp do leczenia, bo najbliższe ośrodki są oddalone o 30-50 km - mówi dr Małgorzata Fudala, neurolog, kierowniczka Oddziału Neurologicznego i Udarowego szpitala powiatowego w Skarżysku-Kamiennej.
Decyzja o rezygnacji z części programu lekowego skierowanego dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym ma
dotknąć 30 pacjentów. Teraz mają oni trafić pod opiekę innych placówek
:
- Ostatecznie, po otrzymaniu informacji o definitywnym zawieszeniu części programu z początkiem maja, musiałam podjąć próbę zadbania o to, by pacjenci nie musieli sami szukać miejsca do dalszej terapii, co byłoby dla nich dużym stresem i wywołałoby chaos w systemie - mówi dr Fudala.
- Dzięki solidarności naszego środowiska neurologów, wykorzystując też moje prywatne relacje i 35-letnie doświadczenie w branży, udało mi się przekonać koleżanki i kolegów neurologów z innych szpitali, by na zasadzie dobrej woli zgodzili się przyjąć pacjentów z naszego ośrodka. Kierowałam się głównie względami logistycznymi i miejscem zamieszkania chorych. Jako lekarz nie wyobrażam sobie zostawienia pacjenta po dziesięciu latach leczenia z samym skierowaniem w ręku. Obecnie kompletujemy dokumentację, żeby pacjenci mogli płynnie kontynuować terapię w nowych miejscach. Chcę i umiem leczyć tych ludzi, ale z powodu splotu okoliczności po prostu nie możemy tego robić - wyjaśnia.
Fudala w rozmowie z dziennikiem przyznała, że
sytuacja z jej szpitala może być początkiem szerszego problemu:
- To precedens, że publiczny szpital nie jest w stanie zapewnić świadczenia gwarantowanego - ocenia dr Fudala.
Lekarka dodała, że długi szpitala i opóźnienia w płatnościach były związane z opóźnieniami w płatnościach z NFZ. To zmuszało placówkę do kredytowania terapii. Z kolei Narodowy Fundusz Zdrowia odpiera zarzuty i twierdzi, że wszystkie należności były płacone na bieżąco do wartości kontraktu.