
Fot. Pixabay/ East News
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz
zapowiedział, że jego kraj nie powróci do eksploatacji
energii atomowej
. To odpowiedź na apel szefowej Komisji Europejskiej,
Ursuli von der Leyen
, która apeluje, by Unia Europejska oparła swoje
bezpieczeństwo energetyczne
na atomie oraz odnawialnych źródłach energii (OZE).
Von der Leyen zapowiedziała zmianę strategii energetycznej UE na niedawnej konferencji na temat atomu w Paryżu. Podkreślała, że
Europa nie ma własnych złóż paliw kopalnych
, a opieranie się na imporcie sprawia, że w kontynent i jego mieszkańców uderzają kryzysy, takie jak ten wywołany przez obecną wojnę amerykańsko-irańską.
Na słowa szefowej KE zareagował kanclerz Merz. Powiedział, że wygaszenie niemieckich elektrowni atomowych jest
decyzją nieodwracalną
. Ostatnia elektrownia jądrowa za Odrą została wyłączona w 2023 roku. Decyzja o odejściu od atomu została zaś ostatecznie podjęta
w 2011 roku po trzęsieniu ziemi i tsunami
, które doprowadziły do katastrofy reaktora jądrowego
w japońskiej Fukushimie
. Wcześniej z atomu pochodziło ok. 30% energii w Niemczech.
Co ciekawe, Friedrich Merz reprezentuje
tę samą partię
, z której wywodzi się Ursula von der Leyen, czyli chadeckie CDU, a będąc w opozycji wspierał przywrócenie działania elektrowni jądrowych w Niemczech. Kluczem do tej zagadki jest
parlamentarna arytmetyka w Bundestagu
. Obecnie rządzi w nim koalicja chadeków z CDU/CSU wspólnie z socjaldemokratycznym
SPD, które kategorycznie sprzeciwia się energii z atomu
. Próbę wznowienia eksploatacji niemieckich elektrowni atomowych mogłaby wesprzeć część parlamentarzystów
AfD
, jednak kanclerz Merz odrzuca jakąkolwiek współpracę ze skrajną prawicą.