Logo
  • DONALD
  • WŁAŚCICIELKA ZAGINIONEGO PSA OSTRZEGA PRZED DIOZEM, ORGANIZACJĄ, KTÓRA STALE ZBIERA NA POMOC ZWIERZĘTOM

Właścicielka zaginionego psa ostrzega przed DIOZem, organizacją, która stale zbiera na pomoc zwierzętom

24.04.2024, 16:15
Kilka dni temu
Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt
- DIOZ został oskarżony o
bezprawne przetrzymywanie psa
po tym, jak aktywiści odmówili oddania go właścicielce. Owczarek podhalański, który został przejęty przez organizację, błąkał się po autostradzie, jednak jak twierdzą opiekunowie, był poszukiwany przez nich.
Do sytuacji miało dojść w weekend. Organizacja zamieściła wpis w mediach społecznościowych, w którym przekazała, że owczarkiem zainteresowało się przejeżdżające autostradą małżeństwo, które zdecydowało się zwrócić do DIOZ o pomoc.
"
Przemoczone i drżące z zimna zwierzę praktycznie pozbawione było szans na ratunek
. Każdy jego ruch mógł zakończyć się tragicznie. Wyłącznie dlatego, że nie miał już sił na jakikolwiek ruch i ustanie na swoich [łapach], uniknął śmierci" - napisano we wpisie na Instagramie.
Jak zawsze
zaapelowano o wpłaty
, które miałyby pomóc ratowaniu pieska i działalności organizacji:
Równolegle na Facebooku post miała udostępnić
właścicielka owczarka
, która
apelowała o pomoc w jego odnalezieniu
:
"Zaginął dziś owczarek podhalański. Ma 3 lata i nigdy nie wychodził poza podwórko. Wabi się Ajdan. Reaguje też na ksywkę Koniu. Szedł z Czech w stronę Sieradza. Jeśli ktoś go widział, proszę o kontakt". Szybko okazało się, że jest ona właścicielką zagubionego na autostradzie zwierzaka, lecz nie od razu udało jej się zabrać go z powrotem do domu.
Właścicielka, gdy dowiedziała się, że pies został odnaleziony, zwróciła się do organizacji o jego zwrot.
DIOZ miał jednak nie chcieć oddać psa
, powołując się na przepisy:
"Z zarządem DIOZ skontaktował się właściciel psa, twierdząc, że pies uciekł mu 3 godziny przed odnalezieniem. Został poproszony o przesłanie zaświadczenia o obowiązkowych szczepieniach psa przeciwko wściekliźnie, a o sprawie została zawiadomiona policja w celu podjęcia decyzji, co dalej w tej sprawie. Niecodziennie odnajduje się wycieńczonego psa na środku autostrady całego w kleszczach i z pchłami" - napisała organizacja.
"DIOZ nie jest gospodarzem postępowania, w związku z którym pies został zabezpieczony, a także nie rozporządza psem poza zapewnieniem mu niezbędnej opieki. Na zlecenie stosownego organu dokonaliśmy wyłącznie zabezpieczenia zwierzęcia w celu ochrony jego życia i zdrowia" - dodano.
Ostatecznie zwierzak trafił już w ręce właścicielki, jednak ta twierdzi, że organizacja bezprawnie go przetrzymywała. Kobieta opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym twierdzi, że
pies był zdrowy, wbrew temu co przekazał DIOZ
w mediach społecznościowych:
"Ze względu na to, że sprawa naszego Ajdana odbiła się szerokim echem w całej Polsce, jako właściciele chcemy razem z mężem i Teściem zabrać głos. Wiemy, że to nie pierwsza taka historia, ale jako jedna z nielicznych skończyła się szczęśliwie. Na własnej skórze przekonaliśmy się, jak trudno jest odzyskać zwierzę, które wpadło w sidła DIOZ. W pierwszej kolejności pragniemy podkreślić, że stan zdrowia Ajdana był i wciąż jest bardzo dobry. Wbrew temu, co DIOZ próbował wmówić swoim obserwatorom, Ajdan nie był ani zaniedbany, ani chory czy zapchlony. Dla pewności nazajutrz po odebraniu Ajdana pojechaliśmy z nim do lecznicy. Lekarz weterynarii potwierdził, że nasz pies jest zdrowy i nic mu nie dolega" - przekazała.
"Przez całe popołudnie aktywnie go szukaliśmy. Jeździliśmy po Zduńskiej Woli, byliśmy w schronisku w Czartkach i w trzech jednostkach Policji: KKP Zduńska Wola, KPP Sieradz i KP Błaszki. Tak samo, jak wielu obserwatorom, nam również nie przyszło do głowy, że pies przemieści się w kierunku S8. Niezwłocznie po powzięciu wiadomości, że Ajdan został przejęty przez DIOZ Wojtyszki, podjęliśmy z nimi próbę kontaktu. Dzwoniliśmy łącznie około 50 razy. Odebrali tylko raz, przy czym nie udzielili żadnych merytorycznych informacji i obiecali, że oddzwonią po 15 minutach. Nie oddzwonili. Każde kolejne połączenie było ignorowane" - dodaje.
Kobieta twierdzi, że pojawiła się w siedzibie organizacji w Wojtyszkach, gdzie przetrzymywany był jej pies. Napisała, że wolontariusze zachowywali się wobec niej wrogo i na miejsce zmuszona była wezwać policję:
"W obecności Policji okazaliśmy im historię szczepień i leczenia naszego Ajdana. Policja nakazała im wydać psa, wyraźnie zaznaczając, że nie jest do tego potrzebna żadna formalna decyzja. Wbrew temu, co DIOZ wypisywał na Instagramie, nie było żadnego formalnego rozstrzygnięcia, które Policja miałaby uchylić, bo w świetle ustawy o ochronie zwierząt Policja nie wydaje takich rozstrzygnięć. Policja przyjechała więc nie po to, by "zwolnić DIOZ z obowiązku zatrzymania psa", ale po to, by wyegzekwować obowiązek jego wydania" - napisała.
Przekazała też, że Konrad Kuźmiński z DIOZ potwierdził, że stan zdrowia zwierzaka jest dobry i zobowiązał się sprostować krążące w mediach informacje o jego zaniedbaniu. Ostatecznie jednak zwróciła uwagę, że do tego nie doszło. Kobieta zarzuciła też DIOZ
spreparował fakturę za leczenie psa
:
"Na koniec zostaliśmy obciążeni kosztami "usługi weterynaryjnej" w kwocie 1096,00 zł. Nie dostaliśmy jednak żadnej dokumentacji medycznej, która byłaby podpisana przez lekarza weterynarii. Zostaliśmy poinformowani, że podpisaną przez weterynarza dokumentację możemy otrzymać najwcześniej w poniedziałek 22 kwietnia 2024. Dziś w nocy mój mąż otrzymał e-mail z „Kartą informacyjną wizyty”. Mimo że badanie i diagnostyka są datowane na 20 kwietnia 2024 godz. 23:52, to na karcie informacyjnej zamieszczone są pełne dane mojego męża, które zostały podane dopiero 21 kwietnia na cele sporządzenia faktury. W treści karty w "uwagach dotyczących leczenia" jest napisane: "Dokumentacja z wizyty zostanie doręczona na wskazany przez właściciela adres mailowy w dniu 22 kwietnia 2024". Widzicie tę sprzeczność. Przecież DIOZ, przeprowadzając w sobotę wieczorem badanie psa, nie mógł chyba z góry zakładać, że następnego dnia jednak zwróci psa właścicielowi, a pojutrze dośle dokumentację mailowo? Karta informacyjna została podpisana przez panią weterynarz z Dolnośląskiego Centrum Leczenia Interwencyjnego Zwierząt z siedzibą pod adresem: Plac Wolności 1, 58-170 Dobromierz. Wiecie jak wygląda ta siedziba? Nie wygląda, bo jej nie ma. W załączeniu screen z Google Maps. Wszystko to prowadzi do wniosku, że dokumentacja medyczna została sztucznie spreparowana przez DIOZ dopiero po tym, jak odebraliśmy Ajdana - jako dodatek do faktury" - przekazała.

Hej, przypominamy tylko:

1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.

2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.

3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.

4. Jeżeli chcesz Donalda bez reklam, dołącz do naszych patronów: https://patronite.pl/donaldpl

STRONA GŁÓWNA »

Źródła:

1. https://www.instagram.com/p/C5_vUJcIhQn/https://www.instagram.com/p/C5_vUJcIhQn/
2. https://www.facebook.com/monika.dyktynska.1/posts/pfbid02EGHrF14xqqkg4FWGjDxd6WcjF8m9D5zMwedmyTdSGn27ASGiT7tgKKzLGNhPdSKzlhttps://www.facebook.com/monika.dyktynska.1/posts/pfbid02EGHrF14xqqkg4FWGjDxd6WcjF8m9D5zMwedmyTdSGn27ASGiT7tgKKzLGNhPdSKzl
Pokaż więcej (1)
NAJLEPSZE KOMENTARZE TYGODNIA