panujące w sklepie. W tamtym czasie w mediach społecznościowych pojawiały się wpisy pracowników sieci, którzy podnosili, że w sklepach jest zimno.
Zandberg postanowił to sprawdzić i potwierdził, że niektórych pomieszczeniach marketu
temperatura spadła do 8 stopni Celsjusza
.
- Robienie z ludzi mrożonki się opłaca - komentował wówczas Zandberg.
Pisaliśmy o tym tutaj:
Teraz sprawa ma swój ciąg dalszy.
Kierowniczka sklepu
w Sochaczewie, która zaprosiła do sklepu Zandberga, a wcześniej alarmowała szefostwo o niskich temperaturach panujących w sklepie,
została zwolniona.
Katarzyna Kiwerska przed przyjazdem Zandberga miała kilkanaście razy zgłaszać do centrali spółki niską temperaturę w pomieszczeniach. Nie doczekała się odpowiedzi. Kiwerska została zwolniona
dyscyplinarnie
, ze skutkiem natychmiastowym, bez okresu wypowiedzenia.
Kobieta w rozmowie z
Gazetą Wyborczą
mówi, że jako powód zwolnienia wskazano wpuszczenie na zaplecze sklepu osób postronnych:
- W wypowiedzeniu jest napisane, że
"dopuściłam osoby postronne do strefy magazynowej"
, ale nie ma tam ani słowa o tym, kim te osoby były. Chodziło o interwencję posła Adriana Zandberga. Przyjechał w związku ze zgłoszoną przeze mnie sprawą temperatur w sklepie i w magazynie. Towarzyszyły mu osoby, które były świadkami tej interwencji - mówi
Wyborczej
zwolniona kierowniczka.
Kiwerska w rozmowie z dziennikiem wskazała, że po interwencji Adriana Zandberga
przełożeni przywieźli do sklepu nagrzewnicę
:
- W czasie, gdy zgłaszałam centrali problem z temperaturą, pracowaliśmy przy minimalnej obsadzie: trzy osoby na zmianie popołudniowej i cztery rano. W dodatku połowa zespołu była chora. Część osób przychodziła do pracy mimo choroby, bo bali się utraty premii - mówi.
- Kiedy kolejna pracownica poszła na trzytygodniowe zwolnienie, zgłosiłam sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy i związków zawodowych. Wtedy informacja o tej sprawie doszła też do posła Zandberga. Wcześniej informowałam centralę i nic to nie dawało. Trzy godziny po wizycie posła do sklepu przywieźli nagrzewnicę - dodaje.
Kobieta przekazała, że
sprawą zajmie się Sąd Pracy
. Co istotne sygnalistka jest członkinią związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy. Tym samym jej zwolnienie powinno zostać
skonsultowane ze związkami zawodowymi
. Tak się jednak nie stało. Z kolei Ustawa o sygnalistach zakazuje firmom działań odwetowych wobec osób, które zgłaszają nieprawidłowości.
Sprawą zainteresowało się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk miała skierować wniosek do Głównego Inspektora Pracy o
przeprowadzenie kontroli
w związku z możliwością nieprzestrzegania przez pracodawcę przepisów z zakresu zbiorowego prawa pracy:
- Upominanie się o zdrowie i bezpieczeństwo współpracowników to postawa godna pochwały, nie odwetu. W związku z doniesieniami o zwolnieniu pracownicy Dino działaczki związkowej objętej szczególną ochroną, która miała zgłosić nieprawidłowe warunki pracy w markecie, zwróciłam się z wnioskiem do Głównego Inspektora Państwowej Inspekcji Pracy o pilne przeprowadzenie kontroli - powiedziała Wyborczej Dziemianowicz-Bąk.
Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.