
fot. Facebook @SzpitalBrzeg
Serwis
nto.pl
rozesłał pod koniec czerwca do wszystkich
publicznych szpitali w województwie opolskim
pytania dotyczące
wynagrodzeń lekarzy
. W ten sposób dziennikarze chcieli sprawdzić jaki procent wydatków placówek stanowią wynagrodzenia lekarzy, a także ile godzin przepracował najlepiej opłacany lekarz i ile zarobił w ciągu roku.
Jak przyznaje serwis, nie proszono o żadne dane personalne lekarzy. Dziennikarze chcieli przedstawić czytelnikom
mechanizm wynagradzania w publicznych szpitalach
. Część szpitali miała przysłać dane już po kilku godzinach, inne placówki miały poprosić o wydłużenie terminu.
Inaczej miało zareagować
Brzeskie Centrum Medyczne
. Przekazano, że redakcja musi wykazać
"szczególny interes publiczny",
ponieważ w jej ocenie pytania dotyczą tzw. informacji przetworzonej. Oprócz tego dyrektor szpitala Kamil Dybizbański przekazał, że
przygotowanie takiej informacji będzie odpłatne
. Według przedstawionych przez szpital wyliczeń koszt dokumentu to
1500 zł:
"Szacowany czas niezbędny do przygotowania żądanej informacji przetworzonej wynos
i 32 godziny pracy pracownika
. Prosimy o wskazanie, czy podtrzymują Państwo wniosek w tym zakresie oraz o przedstawienie uzasadnienia szczególnego interesu publicznego. Po jego wykazaniu zostaną Państwo poinformowani o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji nastąpi po jej uiszczeniu" - przekazał redakcji Kamil Dybizbański, dyrektor BCM.
Do odpowiedzi Brzeskiego Centrum Medycznego odniósł się Andrzej Maślankiewicz, sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Skrytykował on placówkę i stwierdził, że jej odpowiedź godzi w zasadę jawności życia publicznego:
- Jestem oburzony i mocno wstrząśnięty tą sprawą.
To skandal, że instytucja publiczna żąda od redakcji pieniędzy za odpowiedź
na pytania. To niedopuszczalna praktyka. Nigdy wcześniej nie słyszałem o czymś takim. To ewenement nie tylko na skalę Polski, ale wręcz świata. W demokratycznym państwie takie zachowania należy piętnować - mówi.
- Jeżeli przygotowanie odpowiedzi wymaga więcej czasu, instytucja może zwrócić się o jego wydłużenie. Takie sytuacje się zdarzają i są zrozumiałe. Czym innym jest jednak uzależnianie odpowiedzi od wniesienia opłaty. To godzi w zasadę jawności życia publicznego i utrudnia mediom sprawowanie społecznej kontroli nad wydatkowaniem publicznych pieniędzy. Dziennikarze nie pytają z prywatnej ciekawości.
Wykonują obowiązek wobec obywateli, którzy mają prawo wiedzieć, jak wydawane są publiczne środki.
Jeśli zgodzilibyśmy się na takie praktyki, w przyszłości każda niewygodna dla urzędu czy szpitala odpowiedź mogłaby zostać wyceniona. To byłby bardzo niebezpieczny precedens - podsumowuje Maślankiewicz.