. Oskarżony miał jechać po autostradzie A1 z prędkością
około 300 km/h
, wjechać w Kię, którą poruszało się małżeństwo ze swoim pięcioletnim synem co doprowadziło do pożaru i śmierci pasażerów Kii. Teraz Sebastian M. wygłosił oświadczenie, w którym
nie przyznał się do winy
i zarzucił prokuraturze stronniczość.
Już w czasie wcześniejszych rozpraw Sebastian M. bronił się, mówiąc m.in. że samochód ofiar mógł być uszkodzony jeszcze przed wypadkiem. Słowa te
oburzyły wtedy matkę jednej z ofiar
, Martyny, która zaapelowała, by kierowca wziął odpowiedzialność za swoje czyny.
Pisaliśmy o tym tutaj:
W czasie ostatniej rozprawy w sądzie w Piotrkowie Trybunalskim Sebastian M. ponownie
poddał w wątpliwość stan techniczny pojazdu ofiar
.
- Nagle zobaczyłem samochód wjeżdżający z prawego pasa na lewy, prosto na mnie. Nie mogłem już nic zrobić, wykonać żadnego manewru. Krzyknąłem tylko do moich współpasażerów "co k....". Nie mam pojęcia co się stało, że ten samochód na mnie zjechał. Nie wiem, czy
doszło do jakiejś awarii
- powiedział M., sugerując ponadto, że Kia, w którą uderzył swoim BMW, poruszała się na kole dojazdowym, którego odpadnięcie mogło spowodować zmianę pasa ruchu.
Dodatkowo M. mówił, że
wcale nie uciekł przed odpowiedzialnością
karną do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, lecz udał się tam we wcześniej zaplanowaną podróż służbową, której nie odwołał, bo nie czuł się winny spowodowania wypadku na A1.
-
Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru
. Sąd dziwił się, że kontynuowałem pracę zawodową po takich zdarzeniu. Ja wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc
nie czułem się winny śmierci tych osób
. Natomiast samo zdarzenie było dla mnie wielką tragedią, nie było mi to obojętne - powiedział M.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
W dalszej części swojego oświadczenia podważał bezstronność prokuratury oraz opinie biegłych:
- W aktach sprawy figuruje 14 różnych prędkości BMW.
Prędkość w momencie rozpoczęcia nagonki medialnej rosła z miesiąca na miesiąc
. Żadna z nich nie jest ani realna, prawidłowa czy odczytana w chwili zdarzenia - bronił się M. Biegli określili, że w chwili wypadku jego BMW pędziło z prędkością ponad 300 km/h,
on sam twierdzi, że jechał nie szybciej niż 200 km/h
. - Mój samochód był ciężki, masywny, więc
prędkość była w nim słabo odczuwalna
. Jednak nie jechałem z prędkością nawet zbliżoną do 300 km/h. Tego jestem pewien - przekonywał Sebastian M.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Oskarżony wielokrotnie podkreślał swoją niewinność oraz to, że
jego rodzina stała się ofiarą hejtu i nienawiści.
Miał też rozważać dobrowolne poddanie się karze "aby zamknąć temat".
W czasie rozprawy obrona Sebastiana M. wniosła o
zastąpienie aresztu dozorem policyjnym
połączonym z poświadczeniem majątkowym. Zdaniem adwokat
Katarzyny Hebdy
nie ma już obaw o matactwo ze strony oskarżonego, ponieważ "
cały hejt już się na niego wylał"
, więc oskarżony nie ma powodów, żeby się narażać. Jak donosi
Łukasz Zboralski
z portalu BRD.pl, sąd odrzucił argumentację obrony i
przedłużył areszt
Sebastiana M. co najmniej do 1 października.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.