
fot. East News / The Guardian
Fabryka BYD
budowana w Szegedzie na Węgrzech ma być pierwszym chińskim zakładem produkującym samochody elektryczne w Europie. Według The Guardian już pojawiają się jednak wobec niej
oskarżenia o nadużycia wobec pracowników
.
Zakład BYD ma zostać otwarty w
2027 roku
, a w planach zarządu fabryki jest zatrudnienie około
10 tys. pracowników
, którzy będą produkować blisko
300 tys. samochodów rocznie
.
China Labor Watch, nowojorska organizacja zajmująca się prawami człowieka, przygotowała analizę opartą na wywiadach z ponad 50 pracownikami migrującymi zatrudnionymi przy budowie fabryki. Pracownicy wskazywali na szereg potencjalnych naruszeń prawa pracy UE, w tym m.in.
siedmiodniowy tydzień pracy
,
zadłużenia
związane z rekrutacją,
nadmierne nadgodziny
oraz
naruszenia przepisów wizowych
wśród chińskich pracowników zatrudnianych przez podwykonawców.
Niektórzy pracownicy zgłaszali, że
pracują siedem dni w tygodniu
"przez pełne cykle miesięczne, z wyjątkiem okresów, gdy ulewne deszcze tymczasowo wstrzymały prace budowlane". Z kolei osoby zatrudnione za pośrednictwem podwykonawców poinformowały, że musiały uiścić
opłaty w wysokości od 860 do 2100 funtów
za zlecenie.
"Dla pracowników pochodzących z regionów Chin o niskich dochodach opłaty te mogą stanowić znaczną formę niewolnictwa za długi" - skomentowało CLW.
W rozmowie z portalem jeden z pracowników pochodzący z Chin skomentował doniesienia o rzekomych nadużyciach pracowników.
- Niektórzy pracownicy decydują się na pracę siedem dni w tygodniu, ale nie jest to obowiązkowe. Tylko ci, którzy pochodzą z Chin, tak robią - powiedział.
Dodał również, że faktycznie jego przełożeni są surowi, a warunki życia są ogólnie "dość ciężkie".
- Nic nadzwyczajnego, jeśli jest się pracownikiem migrującym - skomentował.
W sprawie doniesień wypowiedziała się już
Komisja Europejska
, informując, że jest świadoma zarzutów wobec firmy. Jednocześnie przekazano, że węgierska inspekcja pracy powinna rozpocząć postępowanie w tej sprawie.
Kontrowersje wokół chińskiej fabryki rozpoczęły się już w lutym, kiedy BYD potwierdziło
śmiertelny wypadek na placu budowy
. Rzecznik firmy w Londynie przekazał wówczas, że 14 lutego doszło do wypadku śmiertelnego w trakcie "operacji załadunku i obsługi dźwigu wykonywanej przez jednego z podwykonawców". Stwierdził również, że "okoliczności wypadku są obecnie badane, a dokładna przyczyna nie została ustalona".
Doniesienia te wywołały obawy niektórych mieszkańców Szegedu dotyczących funkcjonowania fabryki. Wielu obawiało się również zagrożeń dla zdrowia, płynących z obecności nowo powstającej fabryki. W związku z tym nowy premier Węgier Peter Magyar, zapowiedział kontrolę chińskiej fabryki na Węgrzech.
China Labor Watch ustaliła również, iż pracownicy migrujący w Szegedzie byli zakwaterowani w wielu budynkach mieszkalnych należących do projektu BYD. Sześć z nich miało być w pełni zajętych, a
każdy z budynków miał pomieścić około 450 osób
. Dodatkowo poza terenem budowy pracować miało około 1000 pracowników, co łącznie dawało około 4000 osób zatrudnionych przy projekcie.
W związku z doniesieniami, China Labor Watch wezwała władze Węgier do "wzmocnienie kontroli i egzekwowanie przepisów dotyczących pracy i migracji" w zakładzie. Skierowano również prośbę do BYD dotyczącą
zniesienia opłat rekrutacyjnych
, zapewnienia
transparentności wynagrodzeń
i
przestrzegania ustawowych godzin pracy
.