Logo
  • DONALD
  • ROZMAWIAMY Z RATOWNIKIEM MEDYCZNYM, KTÓRY WŁAŚNIE DOSZEDŁ DO WNIOSKU, ŻE JUŻ DOŚĆ I RZUCA TĘ ROBOTĘ

Rozmawiamy z ratownikiem medycznym, który właśnie doszedł do wniosku, że już dość i rzuca tę robotę

08.09.2020, 11:20


Donald.pl: Ile zarabiasz?
Ratownik: Mniej więcej 3500 zł do ręki. Podstawowa stawka godzinowa dla pracownika kontraktowego (własna działalność) to 18-20 zł. Tyle dostaje świeżak po studiach. Dochodzą do tego różne dodatki w wysokości ok 10  zł. Ale jak to dodatki - dzisiaj są, jutro może ich nie być. Jako pracownik etatowy miałem 2700 zł i właśnie z dodatków robiło się łącznie 3500 zł.
Donald.pl: Znamy się "z internetu", bo prowadzisz wesoły fanpage poświęcony ratownictwu. Jak właściwie trafiłeś do tej pracy? 
Chciałeś, czy przypadek?
Ratownik: Raczej wybór niż przypadek. W liceum pracowałem jako ratownik wodny i kierunek ratownictwo medyczne jako studia wydawał mi się atrakcyjny i przyszłościowy. I faktycznie taki jest. Co prawda na uniwersytecie medycznym nie do końca wiedzieli, co z nami zrobić, zdarzały się zajęcia z wykładowcami, którzy pierwszy raz słyszeli o takim kierunku i mówili: nie mam programu zajęć dla ratowników, zrobimy to, co na lekarskim. Dla nas lepiej, bajka.
Donald.pl: I jak te studia, warto było?
Ratownik: To były najlepsze trzy lata mojego życia. Kontakt z pacjentem, zajebistymi wykładowcami i studentami, którzy są autentycznie zajarani swoim kierunkiem.
Donald.pl: Ok, wychodzi taki młody zdolny, zaczyna pracę. I co się dzieje?
Ratownik: To był moment, kiedy rynek ratowników był wysycony do granic możliwości. Na 300 osób przyjęto do pracy 30. Udało się. Zacząłem jeździć i nagle okazało się, że z tym ratownictwem to trochę tak inaczej, niż myślałem. Trafiłem na początku na karetkę "lekarską" czyli wg ustawy "Specjalistyczny Zespół Ratownictwa Medycznego", "karetka S" (lekarz i dwóch ratowników). Pomyślałem, że to nobilitacja, ale okazało się, że prawdziwa odpowiedzialność jest na "podstawie" czyli karetce podstawowej - "ZRM typu P" wg ustawy - w składzie co najmniej dwóch ratowników medycznych. Chodzi mi o to, że te karetki jeżdżą do tych samych wezwań - nieprzytomnych, zawałów, udarów, reanimacji. Tylko lekarz jest po 6 latach studiów, kilku latach specjalizacji i ma za sobą Izby Lekarskie. A za ratownikami stoi tylko prokurator i koledzy.
Donald.pl: Co to właściwie znaczy?
Ratownik: W obu tych typach karetek jest ten sam sprzęt. Uprawnienia polskich ratowników medycznych są jednymi z najwyższych w Europie i myślę, że na świecie. Możemy podawać kilkadziesiąt leków, strzelać prądem, "umiarawiać" pracę serca za pomocą leków, usypiać, leczyć ból, zatrzymywać atak drgawek, wsadzać (jak to się mówi w branży) "w każdą dziurę jedną rurę". Wierzcie mi. Naprawdę chciałbym być ratowany przez polskiego ratownika. W chwili obecnej pacjent w Polsce wyboru nie ma żadnego - wg ustawy jedzie do niego najbliższa karetka. W Krakowie obecnie została jedna "eska" na kilkadziesiąt "podstaw". Tendencja w Polsce dąży raczej do likwidacji zespołów specjalistycznych i zwiększenia ilości zespołów podstawowych.
Donald.pl: No dobra, jest super przygotowanie, taki trochę lekarz, trochę komandos. I jak wygląda codzienność?
Ratownik: Okazuje się, że taki młody ratownik jak ja trafia na zespół ratownictwa i od samego początku życie testuje jego wytrzymałość. W pierwszych miesiącach pracy jako dwudziestokilkuletni chłopak odwiedzasz meliny, burdele, plebanie i zwykle mieszkania. A wszędzie zastaniesz to samo. Brud, smród, ludzką podłość i kurestwo. Koledzy mówią, że się przyzwyczaisz.
Donald.pl: I co, przyzwyczajasz się?
Ratownik: Tak, faktycznie po kilku miesiącach się przyzwyczajasz. Co prawda, olbrzymią satysfakcję przynosi każdy uzasadniony wyjazd, kiedy uda Ci się udzielić pomocy pacjentowi. Moment, kiedy wyciągasz kogoś z sytuacji beznadziejnej, rekompensuje Ci kolejne miesiące walczenia z awanturniczymi pijanymi i "bólami brzucha od tygodnia". Tylko że przychodzi cios z niespodziewanej strony. Wyobraźcie sobie sytuację, że wracacie z takiego wezwania - właśnie zreanimowaliście 40-letniego mężczyznę, całą akcję oglądała dwójka jego nieletnich dzieci. Udało się, przekazany żywy, przytomny w szpitalu - rzadkość, ale udało się. Wracacie na stację wyczekiwania, dumni z siebie, a tu za chwilę kolejne wezwanie: "ból brzucha od tygodnia, agresywny wzywający żąda karetki". Jedziemy na miejsce a tam od wejścia: "ch*je, ile można czekać, płacimy na was. Który cwel jest kierowcą? Co tak długo? Nie masz sygnałów?". I tak sobie myślisz w duszy: powiedziałbym mu, co myślę, ale gość złoży skargę, znowu zabiorą mi kasę ze stawki dobowej, poza tym to rodzina pacjenta. Zagrały emocje. Trzeba zrozumieć. Odpuszczam. Ale kilkadziesiąt takich sytuacji i masz dosyć. Nawarstwia się.
Donald.pl: Czyli dodatkiem w tej pracy jest satysfakcja, której w innych pracach nie ma, ale też problemy i odpowiedzialność, z którą inni się nie spotykają. Masz w związku z tym poczucie, że twoja praca jest bardziej sensowna, jakby prawdziwsza od innych?
Ratownik: Wydaje mi się, że jest to praca, która przynosi sens. Wiadomo, są dni kiedy zrealizujesz 10 wezwań do zachorowań błahych, które nigdy nie powinny się skończyć wyjazdem karetki, ale niestety, ludzie zmyślają przez telefon sytuację, kłamią albo zwyczajnie panikują. Są natomiast takie dni, kiedy jedziemy do wezwań bardzo poważnych: zatrzymania krążenia, udaru mózgu, ciężkich urazów (amputacje, zmiażdżenia) i wiadomo, że trzeba będzie sięgnąć do wszystkich swoich umiejętności. Tak, to ogromna adrenalina. Tak samo jest w sytuacji kiedy wezwania brzmi pozornie błacho: ból brzucha od kilku dni. A po wejściu do mieszkania pacjenta, okazuje się, że przy nas dochodzi do zatrzymania krążenia i nagle akcja nabiera mocnego rozpędu.
Donald.pl: Dobra, to właściwie jesteście jak medyczna policja albo strażacy. Przecież w tych zawodach też są takie historie na porządku dziennym.
Ratownik: Jeżeli chodzi o odpowiedzialność i ryzyko, to tak. Ale zaatakuj policjanta: konsekwencje są poważne, sam policjant może liczyć na jakąś tam opiekę państwa, a my nie. Czasami śmiejemy się, że jesteśmy najbardziej bezbronni. Wchodzimy przecież do obcego środowiska, do mieszkania pacjenta, w którym może czekać na nas dosłownie wszystko, od pijanego agresywnego osiłka, który wezwał sobie karetkę dla żartu i chce się na nas wyżyć, przez maltretowane dzieci, zaburzonych psychicznie. I Zespół Ratownictwa Medycznego wchodzi do takich mieszkań uzbrojone w torbę z ekwipunkiem medycznym i tablet do pisania dokumentacji medycznej. Często w składzie mieszanym lub całkowicie żeńskim. Wróćmy do przykładu załogi policji, która wchodząc do mieszkania zawsze uzbrojona jest w środki przymusu bezpośredniego w tym m.in. broń palną. Straż pożarna to też najczęściej skład 5-osobowy i z ciężkim sprzętem
Donald.pl: Czyli jesteście w najgorszej sytuacji?
Ratownik: Tak. Nie mamy żadnych przywilejów emerytalnych, pracujemy najczęściej (procentowa większość w Polsce) na tzw. kontraktach, czyli upraszczając, wiekszość ratowników w Polsce zakłada jednoosobowe działalności gospodarcze i podpisuje umowy z poszczególnymi dysponentami pogotowia na świadczenie usług. I przyjmijmy, że napadnięty przez osiłka ratownik będzie miał podczas tej sytuacji złamaną rękę. Idzie na 6 tygodni przymusowego wolnego, za które to nikt mu nie zapłaci. A ZUS nie odpuści należnych mu składek.
Donald.pl Wstajecie wcześniej, założyliście "firmy", wykonujecie potrzebny zawód. Coś gdzieś nie pykło.
Ratownik: Minister zdrowia obiecuje: stworzymy wam samorząd zawodowy, będziecie mieli swoje izby. Znowelizujemy ustawę o ratownictwie medycznym. Będzie lepiej, poczekajcie. I czekałem rok, drugi, piąty. A wezwań coraz więcej. Ratowników coraz mniej. Kolejne uczelnie zamykają kierunek ratownictwo medyczne. Trafiła mi się inna oferta pracy w miesiącu kiedy z moich grafików pracy w różnych miejscach wyszło ponad 500 godzin pracy. Postanowiłem, że to moment na zmianę. I tylko dlatego odchodzę, bo miałem już przesyt tej pracy. Mimo że to moja pasja. Jeśli mój pracodawca pozwoli, to zostawię sobie pojedyncze dyżury w miesiącu.
Donald.pl: Żeby przynajmniej raz w miesiącu jechać do zwykłych mieszkań, burdeli, plebanii, zmagać się z tym wszystkim i być bezbronnym?
Ratownik: Tak.
Donald.pl: Dobra, dajmy na to, że twoja postawa wzruszyła na przykład szeregowego posła Kaczyńskiego. Zaprasza cię na herbatę i pyta, jak może ci pomóc. Zna wszystkich w rządzie, wszystko załatwi. Co musiałoby się zmienić, żebyś nie rzucał pracy, albo przynajmniej wrócił za rok?
Ratownik: Muszą nastąpić zmiany systemowe. Rządzący powinni słuchać ratowników medycznych bo nikt tak jak oni, nie zna tego systemu od środka - jego niedociągnięć, bolączek ale i mocnych stron. Moim - i to chcę podkreślić, moim prywatnym zdaniem - powinna zostać powołana do życia formacja/służba Państwowego Ratownictwa Medycznego. Z przywilejami emerytalnymi, drabinką kariery, jasną i przejrzystą strukturą, ujednoliconym sprzętem w całej Polsce, ujednoliconymi wynagrodzeniami. W chwili obecnej Państwowe Ratownictwo Medyczne w dwóch różnych miejscach w kraju to zupełnie dwa inne światy. Jedni zatrudnieni przez szpital (który pełni rolę dysponenta ZRM) na kiepskich warunkach finansowych, wykorzystywani do innych prac w szpitalu, zastraszeni przez Dyrektora i jego siedmiu zastępców. Drudzy natomiast zatrudnieni przez lokalną stację pogotowia, dobrze zarządzaną, gdzie Dyrektor zjadł zęby na robocie ratowniczej i wie jak to powinno wyglądać - inwestuje w nowy sprzęt, w szkolenia i po prostu szanuje ludzi.
Ostatnia ważna dla mnie kwestia to właśnie ten szacunek - podejście do ratowników jako do ludzi, którzy wielokrotnie poświęcają swoje zdrowie, życie rodzinne i inne pasje na rzecz pracy w pogotowiu. W Polsce traktowani jesteśmy raczej jak mięso armatnie: robić jak najwięcej godzin, nie pytać, nie zawracać dupy, jeździć, jeździć, jeździć. W Wielkiej Brytanii pracuje wielu Polaków. Kiedy nasz kumpel wyjechał stąd do pracy uświadomił nam że można inaczej, że jeśli jesteś zmęczony i powiesz o tym przełożonemu to poprzesuwa Ci dyżury, jeśli masz problem z dogadaniem się z pacjentami, to pójdziesz na doszkalający kurs językowy w ramach pracy, jeśli nie dajesz rady psychicznie, to zaopiekuje się Tobą psycholog.
Donald.pl: No właśnie, dajmy na to, że ktoś nie wyrabia, pomimo wysiłków w jakiejś drastycznej akcji dziecko mu umarło na rękach i jest mu po ludzku ciężko. I co?


Ratownik: Ostatnio podupadł na zdrowiu nasz znajomy. Niedużo brakuje mu do emerytury, ale lekarz nie chce dopuścić go do pracy. I co? I nic, prawdopodobnie będzie musiał iść do pracy gdzieś na stróżówkę i siedzieć na szlabanie. Facet, który zjadł zęby na wyciąganiu ludzi z tej drugiej strony. W Wielkiej Brytanii od razu dostałby kilka propozycji: dyspozytornia medyczna, dział statystyki, dział analiz, być może szkolenie młodych medyków. Bardzo mało mówi się u nas o PTSD - syndromie stresu pourazowego. Uwierzcie mi, że to co ratownicy widzą na co dzień w mieszkaniach waszych sąsiadów albo w waszej najbliższej okolicy, to naprawdę obrazy mogące konkurować z polem walki. W Polsce mało o tym mówimy. Najczęściej niestety ludzie z PTSD albo wypaleni zawodowo nie otrzymują pomocy, odchodzą z tej pracy i radzą sobie dalej na własną rękę. A to świetni specjaliści, którzy mogli by pracować chociażby przygotowując szkolenia czy ucząc młodych ratowników.
Donald.pl: Załóżmy, że taki przyszły młody ratownik czyta ten wywiad i się zastanawia, czy może jednak nie lepiej pójść na kurs programowania. Co byś powiedział licealiście, który rozważa taki kierunek studiów
Ratownik: Jeśli ktoś czuje, że to kierunek dla niego - niech próbuje. Ta praca może być pasją na całe życie, ale należy zdawać sobie sprawę z realiów. Nie zawsze jest tak kolorowo jak opisują to różne artykuły prasowe.
Doprecyzowując temat odejścia z pracy: pojawiła się inna oferta, pozwalającą trochę mniej pracować. Ale do samej decyzji o odejściu przyczyniły się w znacznym stopniu czynniki o których pisałem: zmęczenie, przepracowanie i coś o czym wielu ratowników wspomina - brak możliwości dalszego rozwoju. W Polsce nie istnieje gradacja ratowników medycznych, nie ma rozróżnienia na różne "stopnie" np. ze względu na wiedzę, szkolenia czy kursy. W związku z tym tylko od woli danego ratownika zależy, czy będzie aktualizował swoją wiedzę, zdobywał nowe umiejętności. Niestety jeżdżenie do tych "boli brzucha od tygodnia" wielu ludzi zniechęca i frustruje. Co uważam za konieczne do zmienienia? Powinniśmy głośno mówić o stworzeniu możliwości tzw. feedbacku. Chodzi o to, żeby karetkowi medycy mieli możliwość sprawdzenia, co faktycznie było pacjentowi, którego zawieźli do szpitala. Czy rozpoznanie było prawidłowe, czy zastosowane leczenie było właściwe. W obecnej chwili taki feedback mamy tylko na podstawie rozmów z personelem SOR. Rozwiązanie tego w sposób systemowy (jakiś dostęp do dalszej dokumentacji pacjenta) zdecydowanie ułatwiłby zdobywanie takiej wiedzy.
Donald.pl: Doświadczony ratownik ze stażem 20 lat, z licznymi dodatkowymi kursami i umiejętnościami nie różni się formalnie od ratownika, który ma pół roku stażu?
Ratownik: Formalnie praktycznie nie ma między nimi różnicy.
Donald.pl: Tobie coś "siadło na psychę" na dłużej?
Ratownik: Wiadomo: wypadki, rozkawałkowane ciała, cierpiące dzieci. Ale jest coś jeszcze: samotność. Samotni starsi ludzie, zostawieni sami sobie, bez pomocy rodziny, bez pomocy opieki socjalnej, bez pomocy sąsiadów. Nasze wizyty u takich ludzi to bardzo często ich jedyna rozmowa z kimś od tygodni. Wzrok takiej starszej, bezbronnej osoby proszącej o pomoc to coś, co mnie osobiście bardzo dotyka.
Donald.pl: Ostatnie pytanie: a z tym twoim fanpejdżem "To nie z mojej karetki", to jak to było? Pan Wiesiek jest prawdziwy?
Ratownik: Chciałem odreagować swój stres w pracy i okazało się, że jest wielu ratowników, których irytują podobne problemy codzienności. Potem dołączyło do mnie dwóch gości, którzy mają podobne podejście do roboty i poczucie humoru. Pan Wiesław istnieje, chociaż przyznaję, często przypisujemy mu historie, które przydarzyły się wielu innym kierowcom medycyny. "Wiesław" nas czyta i wie o istnieniu fanpage'a.
Donald.pl: Dzięki za rozmowę.




Hej, jesteś na Donald.pl

Jesteśmy niezależnym portalem, który sprawdza informacje i podaje ich źródła. Piszemy o ciekawych i ważnych wydarzeniach, o ludziach i o popkulturze. Walczymy o więcej dystansu i zdrowego rozsądku w polskich mediach.

 

Chcesz nam pomóc zmieniać polskie media? Przeczytaj nasz manifest na Patronite: https://patronite.pl/donaldpl

STRONA GŁÓWNA »

Źródła:

1. https://www.facebook.com/niezmojejkaretki/posts/1177350542627834https://www.facebook.com/niezmojejkaretki/posts/1177350542627834
2. https://www.facebook.com/1538338446282132/videos/186051802841178/https://www.facebook.com/1538338446282132/videos/186051802841178/
Pokaż więcej (2)
NAJLEPSZE KOMENTARZE TYGODNIA