
Fot. Unsplash
Ponad 26 tysięcy złotych kary
będzie musiał zapłacić mężczyzna, którego kamery monitoringu domowego
nagrywały działki jego sąsiadów
i publiczną drogę. Taką decyzję podjął Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO),
Mirosław Wróblewski
, po tym, gdy nie wykonano nakazu usunięcia kamer.
Sąsiedzi posiadacza kamer złożyli skargę do UODO w zeszłym roku. Argumentowali, że kamery, które nagrywały bez przerwy ich posesje,
naruszają ich prywatność
i sprawiają, że
czują się nękani
. Jak podkreślali, jedna z kamer była skierowana
bezpośrednio na okno w toalecie
ich domu.
"[Obecność kamer] powoduje u
nich poczucie ciągłej obserwacji
i nadzorowania ich życia prywatnego
wraz z danymi o ich lokalizacji
. Administrator przetwarza ich wizerunek oraz głos w miejscach codziennego ich przebywania i poruszania się w związku z normalnym korzystaniem z drogi publicznej" napisał UODO.
Właściciel kamer
nie stawił się na wezwanie
Prezesa UODO do złożenia wyjaśnień, dlatego Urząd ocenił zasadność roszczeń sąsiadów na podstawie zeznań świadków i oględzin wskazanego miejsca. Prezes Urzędu potwierdził, że
skarga sąsiadów jest zasadna
, a kamery monitoringu mogą nagrywać tylko teren posesji osoby, która je montuje. Z tego powodu w grudniu zeszłego roku
nakazał demontaż lub zmianę ustawienia kamer.
Właściciel monitoringu
nie zastosował się do decyzji
i nie odbierał korespondencji z urzędu, ale też nie zaskarżył decyzji UODO.
"[P]rawie półroczny,
niczym nieusprawiedliwiony
, stan niewykonania nakazu Prezesa UODO należny uznać za długi i organ nadzorczy potraktował go jako jedną z okoliczności wpływających obciążająco na wymiar orzeczonej administracyjnej kary pieniężnej" napisał Urząd w oświadczeniu, w którym poinformował również, że na właściciela monitoringu
została nałożona kara
w wysokości 26 711 złotych.