Jak ustalili dziennikarze portalu, Kowalski miał od dłuższego czasu interesować się rozwojem rynku kryptowalut i
co najmniej czterokrotnie odwiedzać siedzibę Zondacrypto.
"Pracownicy Zondacrypto opowiadali nam o co najmniej czterech wizytach Kowalskiego w katowickich siedzibach firmy oraz innych lokalach powiązanych z jej szefem Przemysławem Kralem. On sam od kilku lat przebywa w Monako. Padały konkretne daty wizyt Kowalskiego.
Nasi informatorzy twierdzili, że w czasie jego wizyt włączano w firmie zagłuszarki"
- pisze WP.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Według informacji portalu informacje o związkach Kowalskiego z Zondacrypto dotarły do kierownictwa PiS.
Jarosław Kaczyński miał nawet otrzymać anonim
"opisujący powiązania posła z giełdą". Materiał miał zawierać
"wiele informacji, które obciążały Kowalskiego".
"Poseł
uprzedził ruch partii i odszedł sam.
Według naszej wiedzy nikt go nie zatrzymywał" - pisze WP.
Kowalski doniesienia WP nazwał "ściekiem"
i już
zapowiedział pozew
wobec dziennikarzy portalu.
"Nigdy w te firmie nie byłem ani nikogo nigdy z tej firmy poznałem. Tematem kryptowalut zająłem się w 2025 r. dzięki podpowiedzi merytorycznej @radekfogiel, że to ciekawy temat dla członka komisji finansów publicznych" - napisał na X.
Próbuje też prostować informacje o swoich wizytach w siedzibie Zondacrypto.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Dziś Kowalski nagrał też kilkunastominutowy film, w którym wyjaśnia, dlaczego zdecydował się opuścić klub PiS. Przekonuje, że głównym powodem jest
wewnętrzna sytuacja w partii, w tym kwestia struktur regionalnych.
- Od 2,5 roku walczę o to, żeby obalić Koalicję 13 Grudnia i aby prawica, zjednoczona prawica, wygrała wybory. Dlatego te wszystkie spory, które do tej pory były w ciągu ostatnich tygodni kompletnie mnie nie dotyczyły. Trzymałem się wokół tego z boku. Jestem zwolennikiem modelu kampanii wyborczej Karola Nawrockiego - pełnej jedności prawicy, współpracy. Dlatego też między innymi 2 czerwca zaproponowałem pakt senacki. Ale wszystko ma swoje granice i poinformowałem oczywiście władze partii wiele, wiele miesięcy temu, że jeżeli mam bardzo mocno angażować się na Lubelszczyźnie w okręgu numer 7, można zbudować silne Prawo i Sprawiedliwość, można odzyskać zaufanie wyborców, ale jest jedna zasada -
nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski
w roku 2023 - mówi poseł na nagraniu w mediach społecznościowych.
-
Nie można tolerować układów lokalnych, które ludzie widzą.
Jeżeli w Biłgoraju ludzie, mieszkańcy widzą, że politycy Prawa i Sprawiedliwości zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki, zamiast zajmować się szpitalem, zajmują się sprawami jakiegoś autodromu, który jest wielkim znakiem zapytania w kontekście aferalnym, to przepraszam uprzejmie, ja wysiadam. Nie ma mojej zgody na to, żebym na poziomie centralnym walczył o silną prawicę, która będzie naprawiała Polskę, a z drugiej strony jest tolerowanie układów lokalnych. I to jest główny powód, dla którego odszedłem z Prawa i Sprawiedliwości - dodaje Kowalski.
Podkreśla też, że sam
domagał się opcji "zero"
i "oczyszczenia Prawa i Sprawiedliwości z ludzi, którzy nigdy nie powinni w partii być", ale się tego nie doczekał.
- Powiedziałem wiele tygodni temu, że 30 kwietnia jest taką datą graniczną i dotrzymuje słowa. Złożyłem rezygnację 29 kwietnia. W godzinach porannych poinformowałem o tym Mariusza Błaszczaka, którego niezwykle szanuję i bardzo serdecznie pozdrawiam oraz Przemysława Czarka.
Odniósł się też do sprawy wykluczenia Łukasza Mejzy, którego - jak twierdzi - był zwolennikiem.
- W międzyczasie, już po złożeniu przeze mnie rezygnacji, klub parlamentarny podjął decyzję o wykluczeniu innego posła
. I bardzo dobrze, bo zresztą o to też wiele miesięcy zabiegałem
- twierdzi Kowalski.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Tymczasem w nocy z siedziby Polskiego Komitetu Olimpijskiego
ściągnięto neon Zondacrypto.
Wciąż jednak medaliści zimowych igrzysk olimpijskich czekają na rozliczenia nagród w tokenach o wartości 950 tys. zł. Jak podaje PAP, chodzi o nagrody dla skoczków narciarskich Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska oraz panczenisty Władimira Semirunnija.
-
Dziś nie stać nas na wypłatę tych premii dla medalistów
- mówi rzeczniczka Polskiego Komitetu Olimpijskiego Katarzyna Kochaniak-Roman. Potwierdziła też, że środki od Zondacrypto, z których miały pochodzić środki na premie, nie wpłynęły.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Hej, przypominamy tylko:
1. Szanujemy nawet ostrą dyskusję i wolność słowa, ale nie agresję. Przemocowe treści będą usuwane.
2. W komentarzach można swobodnie używać embedów z mediów społecznościowych.
3. Polecamy założenie konta, dzięki temu możesz zobaczyć wszystkie swoje dyskusje w jednym miejscu i dodać coś (👉 Sortownia), co trafi na stronę główną.