
fot. East News
W niedzielę w
Bułgarii
odbywały się
wybory parlamentarne
. Wygrała je kierowana przez byłego prezydenta Rumena Radewa koalicja
Postępowa Bułgaria
. Zagłosowało na nią ponad 1,3 mln obywateli. Z oficjalnych danych Centralnej Komisji Wyborczej wynika, że koalicja Rumena Radewa będzie miała bezwzględną większość, czyli 132 mandaty w 240-osobowym parlamencie.
Radew w styczniu tego roku po dziewięciu latach prezydentury zrezygnował z funkcji, aby założyć swój nowy ruch i wystartować w wyborach. Były prezydent słynie z
prokremlowskich i antyukraińskich poglądów.
Wielokrotnie krytykował sankcje UE nałożone na Rosję i wzywał do dialogu z Kremlem, a także sprzeciwiał się udzielaniu Ukraińcom wsparcia wojskowego.
Wynik wyborów w Bułgarii nie jest korzystny dla europejskich przywódców wspierających Ukrainę. Bułgaria jest bowiem
ważnym dostawcą amunicji i materiałów wybuchowych dla Kijowa
. Odgrywa też ważną rolę w europejskim przemyśle zbrojeniowym. Zakład VMZ produkuje materiały wybuchowe i pociski artyleryjskie.
Z kolei z wyników wyborów w Bułgarii
zadowolona jest Rosja
. Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy Kremla, oświadczył, że Moskwa jest "pod wrażeniem słów Rumena Radewa i niektórych innych europejskich przywódców, którzy opowiedzieli się za gotowością do rozwiązywania problemów poprzez pragmatyczny dialog z Federacją Rosyjską".
Pieskow odniósł się do słów Radewa, który oświadczył, że będzie dążył do stosunków z Rosją opartych na
"wzajemnym szacunku i równości".
Rzecznik Kremla był dopytywany o to, czy w jego ocenie ogólny klimat polityczny w Europie ulega zmianie. Polityk zaprzeczył i stwierdził, że "wszelkie sprzeczności i niespójności we wspólnych interesach" powinny być rozwiązywane tylko poprzez negocjacje.
- Rosja nigdy nie odrzuciła dialogu, wręcz przeciwnie. Dążymy do dialogu, ale nie spotyka się to ze wzajemnością w Europie - powiedział.